Bóg czy „demon przypadku”? Część I

Marek Chmielowski Ph.D.


Które teorie rozwoju życia na Ziemi są prawdziwe
i czy powinny być nauczane w szkole?


Jakość hipotez: Ocena i wnioski z obserwacji makroskopowych

Streszczenie

W dwu częściowym artykule porównano, w świetle kryteriów stosowanych w naukach ścisłych, konkurencyjne teorie rozwoju życia na Ziemi – Neodarwinowską Teorię Ewolucji opartą o przypadkowe mutacje i mechanizm naturalnej selekcji, klasyczną Teorię Kreacjonizmu i koncepcję Planu Bożego. W części I oceniono jakość każdej z powyższych teorii w odniesieniu do obserwacji makroskopowych, znanych faktów historycznych i danych z innych dziedzin nauk ścisłych. We wnioskach odniesiono się do negatywnego wpływu czynników ideologicznych na obowiązujące programy nauczania. Opisano także problem wpływu praktyk „poprawności politycznej” na zniekształcanie przez media i szkolnictwo obiektywnego obrazu ewolucji ekosystemów wyłaniającego się z najnowszych badań. W części II przedstawiono ocenę każdej z powyższych teorii w świetle najnowszych badań genetycznych. Zasygnalizowano także zbliżający się przełom w naszym pojmowaniu ewolucji ekosystemów spowodowany dynamicznym rozwojem inżynierii genetycznej i stopniowym odkrywaniem naturalnych mechanizmów genetycznych sterujących rozwojem gatunków.

Wstęp

W ostatnich latach w mediach i w Internecie rozgorzała dyskusja na temat poprawności Teorii Ewolucji i Teorii Kreacjonizmu, zwłaszcza w niezwykle istotnym społecznie kontekście dopuszczenia tej ostatniej do nauczania w szkole. W tej, głównie ideologicznej, dyskusji argumenty wysuwane przez zwolenników teorii ewolucji miały wyłącznie charakter powoływania się na ”autorytety”, a z kolei argumenty przeciwników teorii ewolucji miały głównie charakter religijny czy etyczno – moralny. Ponieważ zwolennicy przeciwnych ideologicznie poglądów z założenia nie zwracają uwagi na argumenty przeciwników, to wspomniana wymiana poglądów miała charakter „dyskusji głuchych”. Polskie czasopisma naukowe nie raczyły się w ogóle włączyć do dyskusji – prawdopodobnie wychodząc z mało naukowego, ale za to bardzo „poprawnego politycznie” założenia, że „przebieg i mechanizm procesu ewolucji jest obecnie niepodważalnym faktem naukowym” (cytat z Wikipedi). O ile przebieg ewolucji jest oczywiście dobrze udokumentowany danymi paleontologicznymi i nie powinien być przez nikogo kwestionowany, to próby wyjaśnienia mechanizmu ewolucji są, co najwyżej, w fazie mętnych hipotez – jeśli ocenimy „teorie ewolucji” w myśl kryteriów obowiązujących w naukach ścisłych. Wspomniany cytat stanowi „sprytne propagandowo” połączenie udowodnionej prawdy (przebieg ewolucji) i mało uzasadnionej hipotezy (mechanizm ewolucji). Powyższe połączenie, powszechnie spotykane w artykułach ewolucjonistów, ma za zadanie zasugerować „oczywistość i prawdziwość” wyjaśnienia mechanizmów ewolucji przez Teorię Ewolucji. Takie stanowisko, prezentowane przez większość polskich naukowców, zaowocowało totalnym zignorowaniem zapotrzebowania społecznego na rzeczowe przedstawienie jednego z bardziej fundamentalnych zagadnień poznawczych. Skutkiem braku uczciwej prezentacji aktualnego stanu wiedzy o mechanizmach ewolucji, było rozpowszechnianie w mediach demagogicznych argumentów popierających obie konkurencyjne teorie. Co więcej, nie podjęto żadnych prób przekonania społeczeństwa polskiego o poprawności i aktualności obowiązujących programów nauczania. Na przestrzeni, co najmniej dwu lat, w dyskusji na łamach różnych mediów, brak było jakiegokolwiek oceny merytorycznej obu konkurencyjnych teorii, a zwłaszcza oceny w kontekście kryteriów, jakie powinna spełniać poprawna teoria naukowa w rozumieniu nauk ścisłych.

Zasadnicze i powszechnie przyjęte kryteria oceny poprawności teorii naukowej to przede wszystkim:

1)       Zgodność z faktami, obserwacjami, zjawiskami i wynikami innych udowodnionych teorii.

2)       Spójność teorii, czyli brak sprzeczności pomiędzy wnioskami wynikającymi z danej teorii.

3)       Wyjaśnienie znanych faktów – teoria powinna w przekonywający sposób wyjaśniać możliwie szeroki zakres znanych faktów z dziedziny której dotyczy.

4)       Przewidywanie nowych faktów – umożliwia doświadczalne potwierdzenie teorii i czyni ją użyteczną.

5)       Minimalizacja założeń – zgodnie z „brzytwą Ockhama” teoria powinna zależeć od możliwie małego zakresu założeń.

Powyższe kryteria są powszechnie stosowane w ocenie teorii w naukach ścisłych i technicznych, czyli w naukach, w których prawie zawsze istnieje możliwość bezdyskusyjnego zweryfikowania poprawności teorii przez doświadczenia i praktykę. Spróbujmy, zatem ocenić konkurencyjne teorie rozwoju życia na Ziemi w myśl powyższych kryteriów.

Do naszej analizy wybierzmy teorie rozwoju życia dobrane tak, aby rozważyć możliwie szeroki zakres poglądów na zagadnienie powstania i rozwoju życia na Ziemi. Te trzy „główne” (w opinii autora) teorie to:

1)       Darwinowska (Neodarwinowska) Teoria Ewolucji oparta o przypadkowe zmiany genetyczne.

2)       Czysta Teoria Kreacjonizmu zakładająca całkowity brak zmienności gatunków.

3)       Koncepcja Planu Bożego (zwana niekiedy teorią „Inteligentnego Projektu”) zakładająca ewoluowanie gatunków zgodnie z „Planem Bożym”.

Intencjonalnie pominięto w dalszej analizie różne egzotyczne teorie, np. teorię o przeniesieniu życia na Ziemię przez kosmitów. W szczególności, ta ostatnia „teoria” nic nie wnosi do meritum zagadnienia, a tylko modyfikuje problem w stronę „jak rozwinęli się kosmici”.

W pierwszej części tego artykułu zatytułowanej „Jakość hipotez: Ocena i wnioski z obserwacji makroskopowych” skoncentrujemy się na porównaniu założeń i wniosków powyższych teorii z obserwacjami makroskopowymi, dla każdego łatwo zauważalnymi i łatwo zrozumiałymi. W tej części tego artykułu intencjonalnie pominiemy szczegółowe przedstawienie mechanizmu genetycznego ewolucji, odsyłając zainteresowanych genetyką i dociekliwych czytelników do drugiej części tego artykułu zatytułowanej Wnioski z badań genetycznych z początku XXI w.” oraz do wyników najnowszych badań (patrz np. przeglądowa praca James A. Shapiro „A 21st Century View of evolution” która jest dostępna w internecie: http://shapiro.bsd.uchicago.edu/21st_Cent_View_Evol.html ).

Teoria ewolucji

Zacznijmy naszą analizę od Teorii Ewolucji, „jedynie poprawnej”, w rozumieniu obowiązującej w Polsce i UE edukacji. Teorię Ewolucji, zgodnie z obowiązującym schematem nauczania, będziemy rozumieć jako zmianę jednych gatunków w inne w wyniku naturalnej selekcji przypadkowych zmian genetycznych. Według podręczników szkolnych i informacji w encyklopediach (np. internetowa wikipedia – hasło ewolucja biologiczna: http://pl.wikipedia.org/wiki/Ewolucja_biologiczna ) „gatunki powstały w wyniku naturalnej selekcji przypadkowych zmian w genach, które są powodowane różnymi przypadkowymi czynnikami mutacyjnymi”. Kluczowym elementem tej teorii jest założenie, że zmiany genetyczne są losowe i gatunki powstają bez żadnego „planu” czy mechanizmu ”ukierunkowującego” mutacje genetyczne. „Mechanizmem” sterującym ewolucją ma być zachodząca przez miliony lat „selekcja naturalna”, czyli eliminacja osobników źle przystosowanych do walki o przetrwanie i rozradzanie się osobników „przypadkowo” obdarzonych przydatnymi cechami genetycznymi. Dla potrzeb naszych rozważań nazwijmy tę teorię „teorią ewolucji z przypadkowymi mutacjami”. Dla zwolenników tej teorii podstawowe znaczenie, w sensie ideologicznym, ma oparcie mechanizmu ewolucji o bezcelowy mechanizm generacji przypadkowych mutacji genetycznych. Uzasadnieniem ideologicznym jest zarówno chęć ograniczenia założeń teorii (brzytwa Ockhama) jak i chęć stworzenia teorii powstania życia na Ziemi bez udziału Boga. Ten ostatni argument jest często zaciemniany, ze względów praktycznych zawoalowanego szerzenia ateistycznej ideologii.

Spróbujmy sprawdzić, jak te podstawowe założenia teorii ewolucji i wynikające z nich wnioski wypadają w świetle podstawowych kryteriów używanych w naukach ścisłych. Rozważymy tylko sam mechanizm rozwoju życia pomijając, znacznie bardziej dyskusyjne i złożone, zagadnienie możliwości samoistnego powstania życia z materii nieożywionej. Jak wspomniano we wstępie, w tej części artykułu, w rozważaniach teorii ewolucji opartej o przypadkowe mutacje skoncentrujemy się na porównaniu założeń i wniosków z teorii z obserwacjami makroskopowymi, dla każdego łatwo zauważalnymi i łatwo zrozumiałymi. Dyskusja teorii ewolucji w świetle najnowszych badań genetycznych została zamieszczona w drugiej części tego artykułu.

Zgodność z faktami:

Koronnym argumentem zwolenników teorii ewolucji jest szeroko znana zgodność tej teorii z łatwo obserwowalnym podobieństwem (pokrewieństwem) gatunków i licznymi danymi paleontologicznymi, które ponad wszelką wątpliwość pokazują zmienność gatunków. Jak wspomniano na wstępie, większość polskich biologów na bazie poglądów pochodzących z połowy XX wieku uznaje że: „przebieg i mechanizm procesu ewolucji opisywany jest przez teorię ewolucji która jest obecnie niepodważalnym faktem naukowym” (cytat w wikipedi). Niestety, wspomniany powyżej „dowód” jest złożeniem udowodnionej prawdy (przebieg ewolucji) i wymagającej udowodnienia hipotezy (mechanizm ewolucji). Zgodnie z logiką matematyczną takie zestawienie nie jest żadnym „dowodem” prawdziwości wyjaśnienia mechanizmów ewolucji (czyli Teorii Ewolucji), a tylko wymaganiem, które musi spełniać każda sensowna teoria wyjaśniająca mechanizmy ewolucji. Czyli, każda poprawna teoria ewolucji musi być zgodna z obserwowanym przebiegiem ewolucji, ale z faktu zgodności danej teorii z przebiegiem ewolucji wcale nie wynika prawdziwość takiej teorii. Prawdziwość teorii musi być osobno wykazana spełnieniem, wymienionych uprzednio, kryteriów poprawnej teorii naukowej w rozumieniu nauk ścisłych.

W przypadku Teorii Ewolucji z przypadkowymi mutacjami, wymagana dla każdej poprawnej teorii zgodność z danymi paleontologicznymi i obserwacjami przyrodniczymi jest, jak wykażemy poniżej, tylko przybliżona i tylko „jakościowa” (a ponadto istnieje wiele faktów przyrodniczych i paleontologicznych nieznajdujących żadnego wyjaśnienia na gruncie Teorii Ewolucji z przypadkowymi mutacjami, czy wręcz sprzecznych z tą teorią). Niestety, zwolennicy Teorii Ewolucji powszechnie zajmują dogmatyczne stanowisko zakładające, że do „udowodnienia” poprawności ich zrozumienia mechanizmów ewolucji wystarczy w zupełności, że Teoria Ewolucji wyjaśnia ogólne prawidłowości znanego z danych paleontologicznych przebiegu ewolucji gatunków. Takie stanowisko zupełnie ignoruje zachodzącą na przełomie wieków rewolucję w naszym rozumieniu mechanizmów genetycznych (będącą wynikiem dynamicznego rozwoju inżynierii genetycznej na świecie), ale także jest powodem unikania jakiejkolwiek próby ilościowego wyjaśnienia szybkości ewolucji czy wykazania, że Teoria Ewolucji z przypadkowymi mutacjami zgadza się ze wszystkimi obserwacjami przyrodniczymi i danymi paleontologicznymi. Podczas prób ilościowej analizy Teorii Ewolucji z przypadkowymi mutacjami ewolucjoniści używają argumentu mówiącego, że tempo ewolucji jest „za wolne”, aby ewolucję można było zaobserwować. Jest to argument nie tylko dyskusyjny, czy jak pokażemy poniżej wręcz błędny, ale także podważający użyteczność i możliwość przetestowania teorii ewolucji.

Sprawdźmy, czy leżący u podstaw dyskutowanej teorii, mechanizm zakładający przypadkowość mutacji genetycznych jest zgodny z obserwacjami zmian genetycznych np. u człowieka – czyli gatunku, który zgodnie z danymi paleontologicznymi, niezwykle szybko się zmienia (najstarsze znaleziska kości gatunku homosapiens sapiens są datowane na około 250 tyś lat – patrz: Wikipedia hasło Antropogeneza: http://pl.wikipedia.org/wiki/Antropogeneza ).

Zobaczmy najpierw, jakie są skutki przypadkowych zmian genetycznych. Olbrzymią liczbę faktycznie przypadkowych zmian genetycznych niestety mogliśmy zaobserwować jako efekt eksplozji nuklearnej w Hiroszimie i Nagasaki, a także jako efekt radioaktywnego skażenia środowiska np. w byłym Związku Sowieckim. Ponadto duża liczba ludzi została wystawiona na działanie innych mutacyjnych czynników np. niektórych związków chemicznych. Szacuje się, że tylko w wyniku działania promieniowania radioaktywnego w ostatnich 70 latach ponad milion osób doznało różnych losowych zmian w materiale genetycznym komórek rozrodczych. Skutki przekazania tych przypadkowych mutacji genetycznych potomkom są w olbrzymiej (ponad 90%) większości przypadków tragiczne – dzieci ofiar umierają we wczesnym etapie rozwoju embrionalnego. Powodem jest mutacja genów odpowiedzialnych za wytwarzanie przez nasz organizm różnych enzymów niezbędnych do podstawowych funkcji życiowych np. łączenia tlenu, trawienia, tworzenia kości. Niektóre mutacje nie wykluczają przeżycia, ale w większości przypadków wymagane jest leczenie szpitalne w celu utrzymania przy życiu. Zwolennikom teorii ewolucji z przypadkowymi mutacjami nie udało się znaleźć ani jednego przypadku oczywistej, pozytywnej mutacji przekazanej potomstwu u ponad miliona ludzi będących ofiarami promieniowania nuklearnego. Nie ulega wątpliwości, że wykrycie takiego „nadczłowieka” zostało by szeroko nagłośnione. Analogiczne próby wywołania użytecznych mutacji zostały przeprowadzone w latach 50-tych zeszłego stulecia na muszkach owocowych i innych zwierzętach, również bez uzyskania jakiejkolwiek pozytywnej mutacji. Od kilkudziesięciu lat napromieniowanie much atakujących bydło domowe przeprowadza się na masową, przemysłową, skalę na pograniczu Meksyku i Teksasu. Setki milionów much rocznie jest hodowanych w specjalnej fabryce i jest pozbawianych możliwości rozpłodu poprzez napromieniowanie. Ponieważ te muchy tworzą pary monogamiczne, (czyli łączą się tylko raz w życiu) to takie bezpłodne muchy skutecznie redukują populację tych niebezpiecznych dla bydła owadów. Przez okres prawie pół wieku, pomimo naprawdę olbrzymiej ilości napromieniowanych much, nie uzyskano ani jednego przypadku utworzenia nowego gatunku czy tylko pojedynczej pozytywnej mutacji. Na podstawie powyższych danych, bazujących na makroskopowych obserwacjach, jest oczywiste, że przypadkowe zmiany genetyczne nie częściej niż raz na milion dają jakąś wykrywalną i nieszkodliwą zmianę, a w pozostałych przypadkach skutki są w większości negatywne. Stosunek jeden do miliona ilości pozytywnych zmian genetycznych do szkodliwych jest i tak niezwykle optymistycznym założeniem w świetle wspomnianych powyżej badań radiacyjnych i wyników obliczeniach skutków oddziaływania czynników mutacyjnych na łańcuchy nukleotydów tworzące materiał genetyczny.

Dalej zobaczmy jak często w naturalny sposób mogą zachodzić próby zmian naszych genów. Z własnych obserwacji wiemy, że olbrzymia większość dzieci rodzi się zdrowa, a analizując statystyki dziedzicznych chorób genetycznych możemy oszacować, że czynniki naturalne np. promieniowanie kosmiczne, powodują nie więcej niż jedną przypadkową zmianę genetyczną na 10000 urodzeń. Ponieważ ludzie mają potomstwo średnio w wieku około 20-30 lat (i w przeszłości nie dojrzewali szybciej, ale wolniej), to jedna „przypadkowa próba” mutacji genetycznej zachodzi w sposób naturalny w naszej linii genetycznej nie częściej, niż co 20 lat x 10000 = 200 tysięcy lat, a jedna „nieszkodliwa” milion razy rzadziej, – czyli co 200 miliardów lat. Niestety (dla zwolenników teorii ewolucji z przypadkowymi mutacjami) Wszechświat został stworzony tylko jakieś 15 do 20 miliardów lat temu (wynika to z dobrze udokumentowanych badań astrofizycznych – patrz np. Wikipedia hasło: Wielki Wybuch http://pl.wikipedia.org/wiki/Wielki_Wybuch ) i tym samym czas potrzebny na jedną jedyną pozytywną mutację zachodzącą w naszej linii genetycznej jest co najmniej dziesięciokrotnie dłuższy od czasu istnienia Wszechświata. Co więcej, do powstania nowego gatunku lub tylko odmiany mającej użyteczne w praktyce cechy genetyczne potrzeba wielu (może i tysięcy) skorelowanych zmian genetycznych. Szansa powstania dwu przypadkowych pozytywnych mutacji jest kwadratem szansy powstania pozytywnej mutacji, czyli wynosi jedna na milion x jedna na milion, czyli jedna na tysiąc miliardów. Czyli czas potrzebny na przypadkowe powstanie tysięcy skorelowanych zmian jest miliardy razy dłuższy od wieku Wszechświata.

Powyższego paradoksu nie można wyjaśnić przyjmując, że w innych epokach występowała znacznie większą częstość naturalnych mutacji np. w wyniku czasowo podniesionego poziomu promieniowania kosmicznego spowodowanego eksplozją pobliskiej gwiazdy (typu supernowa). Czynniki mutacyjne oddziałują nie tylko na materiał genetyczny komórek rozrodczych, ale są jednocześnie czynnikiem kancerogennym dla pozostałych komórek organizmu. Dlatego znaczne np. ponad 1000 krotne zwiększenie czynnika mutacyjnego spowodowałoby, przez rozwój chorób onkologicznych, skrócenie czasu życia ludzi poniżej progu umożliwiającego utrzymanie gatunku.

Oczywiście, zwolennicy teorii ewolucji z przypadkowymi mutacjami wysuwają argument, że „próby” mutacji zachodzą jednocześnie u „olbrzymiej ilości” osobników danego gatunku. Jest on tylko pozornie słuszny. Zanim pokażemy argumenty świadczące, że zmiany genetyczne zachodzą u wszystkich, czy większości osobników danego gatunku, zobaczmy czy argument o „równoległym” przeprowadzaniu mutacji genetycznych na „olbrzymiej ilości” osobników da się zastosować np. do człowieka. Obecnie żyje na Ziemi kilka miliardów ludzi. Obecna populacja ludzka, to i tak wiele milionów razy za mało, aby wyjaśnić ewolucją opartą o przypadkowe mutacje, nawet zakładając dużo większą liczbę naturalnych mutacji (ale w granicach wspomnianego uprzednio limitu przeżywalności gatunku ludzkiego) niż wynika to z oszacowania obecnego tempa naturalnych mutacji. Tak liczna, jak obecnie, populacja ludzka jest jednak możliwa tylko w wyniku rozwoju cywilizacji i rolnictwa. Jeszcze kilka tysięcy lat temu liczba ludzi na Ziemi można było liczyć raczej w tysiącach niż w milionach. Podobnie nigdy nie żyły na Ziemi w setkach milionów niektóre duże zwierzęta np. tygrysy. Tygrys wymaga terytorium ponad 100 kilometrów kwadratowych dżungli i po prostu nie ma miejsca na kontynentach na miliardy tygrysów. Z kolei inne zwierzęta do życia wymagają specyficznego środowiska występującego tylko w niewielu miejscach na Ziemi np. wysokie góry czy jaskinie, co także wyklucza, aby takie gatunki kiedykolwiek występowały w znaczących ilościach. Ponieważ średni czas przypadkowego wystąpienia jednej jedynej pożytecznej mutacji u wolno rozmnażających się dużych ssaków jest porównywalny z wiekiem Wszechświata, to nawet populacje liczące miliony osobników, są za mało liczne, aby uzyskać tempo pojedynczych pozytywnych przypadkowych mutacji porównywalne do oszacowanego na podstawie danych paleontologicznych tempa powstawania gatunków. Jeśli przyjmiemy, że powstanie nowego gatunku wymaga kilku do kilkuset skorelowanych mutacji, to do wyjaśnienia obserwowanego tempa ewolucji nie wystarczą nawet miliardowe populacje.

Obliczenia czasu i wielkości populacji koniecznej do wyjaśnienia ewolucji opartej o przypadkowe mutacje można również wykonać biorąc za punkt wyjścia wielkość genomu ludzkiego i różnice pomiędzy genomami ludzi oraz ssaków naczelnych mierzone w ilości nukleotydów. Następnie należy obliczyć prawdopodobieństwo uzyskania w wyniku losowych przestawień sekwencji działającej w sensie genetycznym i prawdopodobieństwo uzyskania sekwencji bezsensownej w sensie genetycznym. Wyniki takich obliczeń wskazują na jeszcze mniejsze szanse wyjaśnienia ewolucji przypadkowymi mutacjami, niż pokazane powyżej obliczenia bazujące na obserwacjach makroskopowych. Z kolei rozwój inżynierii genetycznej w czasie ostatnich 10 – 15 lat jasno wskazuje, że naturalny mechanizm kontrolujący kopiowanie i modyfikację DNA nie pozwala na żadne przypadkowe zmiany i ewolucja genomu jest sterowana przez komórkowy mechanizm naturalnej inżynierii genetycznej. Ten temat będzie omówiony szczegółowo w drugiej części artykułu.

Spójność teorii:

Oparcie teorii ewolucji o przypadkowy mechanizm generowania mutacji nie pozwala wyjaśnić, obserwowanych na podstawie dobrze udokumentowanych danych paleontologicznych, olbrzymich różnic w szybkości ewolucji różnych gatunków. Teoria ewolucji z przypadkowymi mutacjami zupełnie nie potrafi wyjaśnić paradoksu zaobserwowania szybszej ewolucji u mniej licznych gatunków niż u gatunków miliony razy liczniejszych i do tego szybko i często się rozmnażających. Przykładowo, bardzo wolno rozmnażający się, mający nieliczne potomstwo i w przeszłości bardzo nielicznie występujący, gatunek ludzki charakteryzuje się jednocześnie niezwykle szybkim tempem ewolucji (skutkującym powstaniem gatunku znacznie różniącego się od gatunków pokrewnych w czasie około 1 miliona lat). Istnieją jednak gatunki doskonale pasujące do testowania mechanizmu pojedynczych przypadkowych zmian genetycznych np. owady czy skorupiaki planktonowe. Te gatunki mają olbrzymią liczbę potomstwa w miocie, dojrzewają płciowo w czasie kilku tygodni, czy wręcz kilku dni, i występują na całej Ziemi w faktycznie olbrzymich ilościach. Zgodnie z postulowanym w Teorii Ewolucji mechanizmem przypadkowych mutacji takie gatunki powinny ewoluować miliony razy szybciej niż np. wspomniane powyżej tygrysy czy ludzie. Jednakże, jest dokładnie odwrotnie, w kawałkach węgla z przed setek milionów lat można znaleźć odciski zwierząt (np. ważek, mrówek, skorpionów) prawie identycznie wyglądających jak owady czy pajęczaki współczesne. Wyjaśnienie ewolucjonistów, że te stworzenia są już „doskonałe” i z tego powodu nie podlegają dalszej selekcji naturalnej, wydaje się, co najmniej wątpliwe w świetle niewątpliwie zachodzących w ciągu ostatnich milionów lat wielu znacznych zmian klimatu i zmian drapieżników (np. w międzyczasie powstały ssaki i ptaki owadożerne).

Istnieje jeszcze wiele innych niezgodności. Niektóre zostały wspomniane poniżej w części omawiającej obserwacje nieznajdujące wyjaśnienia na gruncie teorii ewolucji. Jednakże, fundamentalnie najważniejszy brak konsystencji teorii ewolucji z przypadkowymi mutacjami wynika z wzajemnie sprzecznych wyjaśnień zgodności mechanizmów genetycznych z drugą zasadą termodynamiki w przypadku funkcjonowania pojedynczego żywego organizmu i w przypadku wyjaśniania ewolucji gatunków. Druga zasada termodynamiki jest jedna z ważniejszych zasad fizyki i dotyczy wszystkich obiektów zbudowanych z wielu cząsteczek i w związku z tym podlegających prawom termodynamiki i fizyki statystycznej. W przypadku funkcjonowania pojedynczego żywego organizmu ewolucjoniści zgadzają się, że działanie żywego organizmu zgodnie z drugą zasadą termodynamiki jest możliwe dzięki istnieniu „projektu” genetycznego sterującego rozwojem i funkcjonowaniem żywego organizmu, ale zaprzeczają istnieniu takiego mechanizmu w przypadku rozwoju gatunków. W sprzeczności z podstawowymi prawami fizyki statystycznej, ewolucjoniści postulują, że oparty na przypadku mechanizm generowania mutacji genetycznych sterujący ewolucją „ma moc” naruszania drugiej zasady termodynamiki. To zagadnienie jest dyskutowane poniżej w części omawiającej założenia teorii.

Wyjaśnienie znanych faktów:

Wbrew twierdzeniom ewolucjonistów istnieje sporo bezpośrednio obserwowalnych zmian w populacji, które nie mają znanego wyjaśnienia na gruncie teorii ewolucji. Doskonałym przykładem są zmiany obserwowane na przestrzeni historycznej i prehistorycznej w gatunku ludzkim. Np. szybkie zwiększanie się wzrostu mieszkańców Europy jest najłatwiejszym do zaobserwowania przykładem ewoluowania gatunku ludzkiego. Wystarczy pójść do muzeum i obejrzeć średniowieczne zbroje – są mniej więcej “o głowę” niższe od naszego wzrostu. Średnio nasze dzieci są również zauważalnie wyższe od swoich rodziców (obecne tempo zwiększania wzrostu ludzi w Polsce to 4 do 5 cm na pokolenie). Ekstrapolując dla zabawy obecne tempo zmian możemy spodziewać się, że za około 500 lat średni wzrost ludzi w Europie będzie prawie dwa razy większy niż 500 lat temu. Dla kogoś porównującego kości ludzi, dwukrotna zmiana rozmiarów może wyglądać jak powstanie innego gatunku, tak jak uznaliśmy ludzi z wyspy Flores mających około 1 metr wzrostu za inny gatunek (oczywiście nie tylko na podstawie wzrostu). Z drugiej strony wiemy, że obserwowana zmiana wzrostu nie mogła zacząć się wcześniej niż około 500 do maksymalnie 1000 lat temu. Po prostu ekstrapolacja tempa zmiany wzrostu kilka tysięcy lat wstecz dałaby ludzi o wysokości mierzonej w centymetrach – co jest oczywiście bezsensowne i sprzeczne z rozmiarami kości ludzkich sprzed kilku tysięcy lat.

Jednakże np. 500 lat temu żyło już wiele (w całej Europie, co najmniej kilkanaście milionów) ludzi będących bezpośrednimi przodkami obecnie żyjących w Europie ludzi. Możemy także obliczyć (szacując maksymalną liczbę naszych bezpośrednich przodków i uwzględniając ówczesną mała skłonność ludzi do zmiany miejsca zamieszkania), że prawdopodobnie nie jesteśmy bezpośrednio spokrewnieni ze wszystkimi ludźmi żyjącymi pod koniec średniowiecza w Europie (świadczą o tym także drobne, ale łatwo zauważalne, różnice w wyglądzie pomiędzy poszczególnymi narodami Europy). Zmiana stymulująca zwiększenie się wzrostu musiała, zatem wpłynąć na wszystkich (lub prawie wszystkich) naszych przodków, a nie jak chcą zwolennicy teorii ewolucji z przypadkowymi mutacjami, na jednego osobnika, którego potomstwo nie zostało wyeliminowane w wyniku naturalnej selekcji. Co więcej, obserwujemy, że prawie wszystkie nasze dzieci są od nas wyższe, a nie, że mamy po równo wyższe i niższe potomstwo, a to niższe potomstwo jest “eliminowane” w wyniku doboru naturalnego. Również, niekiedy postulowane wyjaśnienie, zwiększania się wzrostu ludzi mechanizmem doboru płciowego wydaje się wątpliwe, gdyż niżsi ludzie nie są mniej skłonni do rozrodu od wysokich i nie obserwujemy żadnej statystycznej korelacji pomiędzy wzrostem rodziców a ilością potomstwa. Obserwujemy jednak ujemną korelację pomiędzy wzrostem rodziców a różnicą wzrostu rodziców i dzieci. Dzieci niskich rodziców (w tym również, gdy oboje rodziców jest niskiego wzrostu) są prawie takiego samego wzrostu jak ich rówieśnicy będący potomkami wysokich rodziców. Obserwowanego zjawiska nie da się wyjaśnić wpływem prostych czynników zewnętrznych, np. zmianą diety, zwłaszcza, że w średniowieczu pewne, uprzywilejowane, grupy społeczne nie miały żadnych ograniczeń w dostępie do różnorodnej żywności.

Wyjaśnienie szybkiego tempa powiększania się wzrostu ludzi przez teorię ewolucji z przypadkowymi mutacjami wymagałoby wskazania uaktywnionego około 500 do 1000 lat temu niezwykle silnego i efektywnego mechanizmu “selekcji naturalnej” ukierunkowanego na powiększanie wzrostu i powiększanie siły osobników. Tymczasem paradoksalnie, to właśnie około 1500 lat temu nastąpił upadek bazującego na fizycznej pracy ludzi systemu niewolniczego, a około 1000 lat temu rozpoczęło się powszechne wykorzystywanie siły zwierząt i maszyn, co zmniejszyło znaczenie siły ludzi, a zwiększyło znaczenie, niezależnej od wzrostu i siły, umiejętności posługiwania się zwierzętami i maszynami.

Powyższy przykład wskazuje na problemy z wyjaśnieniem działania mechanizmu „selekcji naturalnej”, drugiego, po przypadkowości mutacji, podstawowego założenia teorii ewolucji z przypadkowymi mutacjami.

Mechanizm selekcji naturalnej, czyli eliminacja osobników źle przystosowanych do walki o przetrwanie, wydaje się „oczywisty”, logiczny i łatwy do obserwacyjnego potwierdzenia poprzez obserwacje przyrodnicze. Selekcja naturalna niewątpliwie występuje w przyrodzie, wystarczy zaobserwować jak kalekie zwierzęta są „eliminowane” przez drapieżniki. Nie znaczy to jednak, że „selekcja naturalna” pozwala wyjaśnić ewolucję gatunków. W przyrodzie występują zmiany, które na wczesnym etapie nie mogły przynosić żadnego pożytku, a korzyści uwidoczniły się dopiero po skumulowaniu wielu zmian genetycznych. W przypadku takich zmian mechanizm „naturalnej selekcji” nie stymulowałby rozrodu osobników obdarzonych cechami, które mogą być pożyteczne dopiero w wyniku dalszego rozwoju, a wręcz przeciwnie, uniemożliwiałby zrealizowanie „łańcuszka” mutacji, które początkowo nie były by korzystne (patrz zagadnienie” nieredukowalnej złożoności”, zwłaszcza w kontekście, intencjonalnie pominiętego w tym artykule, zagadnienia powstania życia).

Doskonałym kontrprzykładem dla teorii sterowania ewolucji przez mechanizm „naturalnej selekcji” jest rozwój człowieka, a w szczególności powstanie mózgu wielokrotnie większego niż u innych naczelnych. Duży mózg z początku przynosi gatunkowi olbrzymie straty, a korzyści z wolna uwidaczniają się dopiero po dziesiątkach tysięcy pokoleń. Np. poród jest cięższy niż w przypadku gatunków obdarzonych mniejszą głową, a tym samym większa jest śmiertelność wśród rodzących kobiet i dzieci. Rozwój potomstwa jest wolniejszy (prawdopodobnie z powodu trudności w nauczaniu „za mądrego mózgu” prostych czynności). Dzieci ludzkie są bezradne przez okres, co najmniej kilku lat, podczas gdy większość zwierząt osiąga samodzielność w czasie do jednego roku. Tylko te dwie, powyżej opisane, wady „większej głowy” powinny spowodować wyginięcie tak zmutowanego gatunku zanim będzie mógł rozwinąć umiejętności i narzędzia potrzebne do wykorzystania zwiększonego potencjału intelektualnego (faktycznie dane paleontologiczne wskazują, że gatunek ludzki przez większą część swojego rozwoju był na granicy wymarcia). Zneutralizowanie powyższych wad wymagało nabycia przez naszych przodków umiejętności budowy bezpiecznych schronień dla matek z dziećmi, zorganizowania im dostarczania żywności i wytworzenia nawet najprymitywniejszych środków obrony przed drapieżnikami. „Wymyślenie” powyższych umiejętności musiało zająć wiele pokoleń i wymagało równolegle „wymyślenia” sposobu przekazywania wiedzy następnym generacjom – praktycznie w celu zneutralizowania fizycznego upośledzenia gatunku ludzkiego „musieliśmy” wymyślić cywilizacją. Ten proces nie był szybki i „naturalna selekcja” powinna spowodować wyginięcie gatunku ludzkiego zanim zdołał wprowadzić środki zaradcze pod postacią cywilizacji. Założenie (wydaje się, że raczej sprzeczne z danymi paleontologicznymi), że „zwiększanie głowy” zachodziło stopniowo nie wyjaśnia problemu, ponieważ takie założenie implikuje jednocześnie stopniowe narastanie możliwości „wynajdywania cywilizacji” i w efekcie prowadzi do wydłużenia czasu dochodzenia do momentu, w którym cywilizacja skompensuje upośledzenie wynikające z „dużej głowy”.

Podobnie, teoria ewolucji, w której obok przypadku główną rolę sterującą odgrywa mechanizm doboru naturalnego, nie pozwala wyjaśnić występowania gatunków endemicznych, czyli pojedynczych zachowanych przedstawicieli dawno wymarłych grup czy rodzin – np. Opos, pojedynczy gatunek torbacza powszechnie występujący w Ameryce Północnej. Teoria ewolucji nie dostarcza żadnego przekonywającego wyjaśnienia, dlaczego mechanizm doboru naturalnego wyeliminował setki czy tysiące podobnych gatunków, a zostawił (czasami przez setki milionów lat i często występujące w znacznej ilości osobników) pojedyncze gatunki obdarzone dokładnie takimi samymi cechami jak wymarłe gatunki.

Wbrew propagandzie, Teoria Ewolucji nie pozwala wyjaśnić wyników sztucznej hodowli roślin i zwierząt. Z punktu widzenia ewolucjonizmu sztuczna hodowla różni się od doboru naturalnego tylko występowaniem niezwykle silnego mechanizmu ukierunkowanej selekcji (selekcja jest dokonywana przez człowieka) a źródłem zmienności (według Teorii Ewolucji) są w dalszym ciągu przypadkowe mutacje zachodzące dokładnie pod wpływem tych samych czynników i z taką samą częstotliwością jak naturalnie. Niestety, z uwagi na ograniczone tempa mutacji odpornością organizmów przez czynniki kancerogenne (patrz dyskusja tego zagadnienia na początku tej części artykułu) nie jest możliwe w oparciu o sam mechanizmem selekcji wyjaśnienie niezwykle szybkiego powstania nowych odmian roślin i zwierząt w wyniku sztucznej hodowli. Dodatkowo, Teoria Ewolucji nie pokazuje żadnych mechanizmów odpowiedzialnych za powstanie takich cech odmian hodowlanych, które niewystępują wśród gatunków nieudomowionych (dyskusja mechanizmów genetycznych odpowiedzialnych za tempo i wyniki sztucznej hodowli jest zamieszczona w drugiej części tego artykułu).

Warto zaznaczyć, że w wyniku ogłoszenia Teorii Ewolucji przez Darwina nie nastąpił żaden zauważalny przełom (ani nawet małe udoskonalenie) metod hodowlanych. Ogłoszenie Teorii Ewolucji nie miało żadnych praktycznych implikacji dla hodowców i z praktycznego punktu widzenia Darwinowska Teoria Ewolucji jest całkowicie bezużyteczna.

Przewidywanie nowych faktów:

Jak wspomniano powyżej, ewolucjoniści sami podważają użyteczność i możliwość testowania teorii ewolucji argumentem, że zmiany są „za wolne”, aby mogły być obserwowalne. Jednakże, podważenie możliwości obserwacji konsekwencji teorii jest nie tylko niezgodne z faktami przedstawionymi w poprzednim punkcie, ale sprowadza teorię ewolucji z zakresu nauki w dziedzinę czystej ideologii. Jest to kolejny, przykład niekonsekwencji podejścia ewolucjonistów, ponieważ brak przewidywania sprawdzalnych rezultatów jest zarzutem (zresztą nieprawdziwym, patrz poniżej omówienie możliwości testowania teorii kreacjonizmu) dyskwalifikującym według ewolucjonistów teorię kreacjonistów. Cytat z wikipedia – hasło kreacjonizm: „Czy teoria ta (kreacjonizmu) czyni jakieś przewidywania nowych obserwowalnych faktów? Pytanie to rozgranicza teorie naukowe od metafizyki – jeśli teoria nie czyni żadnych przewidywań, nie leży w sferze zainteresowań nauki.”. Zauważmy, że to właśnie teoria ewolucjonizmu nie pozwala przewidzieć jakichkolwiek faktów, które mogą być sprawdzone w czasie życia kilku pokoleń (ściślej biorąc ewolucjoniści nie podali w ogóle żadnych przewidywań dotyczących przyszłych zmian gatunków, które nasi potomkowie mogliby sprawdzić w dalekiej przyszłości), czyli zgodnie z zacytowanym powyżej stanowiskiem ewolucjonistów ich własną teorię powinni sami zaliczyć do metafizyki.

Co więcej, wyniki badań genetycznych ostatnich 15 lat (patrz druga część artykułu) oraz rozwój inżynierii genetycznej, jasno wskazują, że wyłaniający się z tych badań, skomplikowany mechanizm kopiujący DNA jest także odpowiedzialny za modyfikowanie DNA. Mechanizm ten nie pozwala na jakiekolwiek przypadkowe zmiany i sam steruje zmianami genomu zgodnie z wbudowanym schematem czy programem.

Jak wspomniano powyżej, Teoria Ewolucji nie przewidywała niczego co by mogło mieć jakiekolwiek praktyczne implikacji dla hodowli roślin czy zwierząt. Co gorzej dla ewolucjonistów, udoskonalenie teorii w połowie XX wieku polegające na zasugerowaniu genetycznych podstaw Teorii Ewolucji (patrz dyskusja Neodarwinizmu w drugiej część tego artykułu) skutkowało przewidywaniem powstania nowych gatunków w wyniku mutacji punktowych kodu genetycznego indukowanych promieniowaniem jądrowym. Jak wspomniano powyżej, wyniki wielokrotnie powtarzanych doświadczeń radiacyjnych okazały się całkowicie niezgodne z przewidywaniami Neodarwinowskiej wersji Teorii Ewolucji.

Minimalizacja założeń:

Koronnym argumentem ewolucjonistów za oparciem teorii ewolucji o bezcelowy mechanizm przypadkowej generacji mutacji genetycznych jest chęć uniknięcia wprowadzania dodatkowych założeń. Bardziej szczerzy ewolucjoniści otwarcie deklarują, że przypadkowa generacja mutacji ma za zadanie wyjaśnienie powstania życia bez udziału Boga. Jest to podstawowa różnica pomiędzy ewolucjonistami a zwolennikami inteligentnego projektu. Ci ostatni zakładają, że mechanizm generacji mutacji genetycznych jest w jakiś, obecnie jeszcze nieznany, sposób ukierunkowany przez Stwórcę.

Postulowanie istnienia przypadkowego mechanizmu generowania mutacji genetycznych nie może być jednak uznane za brak założeń. Jak wynika z przeprowadzonej powyżej dyskusji ilościowej zgodności teorii ewolucji z obserwowanymi faktami, postulowany przez ewolucjonistów mechanizm generacji przypadkowych mutacji musi być bardzo specyficzny i odbiegający od tego co w naukach ścisłych jest rozumiane przez przypadkowy mechanizm. W sensie nauk ścisłych właściwości owego przypadkowego mechanizmu są właściwie opisem „demona przypadku” obdarzonego niezwykłymi i niespotykanymi w naukach ścisłych cechami. Co gorzej dla ewolucjonistów, przyjęcie przypadkowego mechanizmu generacji mutacji wymaga wprowadzenia do teorii ewolucji znacznie większej ilości i bardziej dyskusyjnych założeń niż, pojedyncza interwencja Boga, wymagana przez konkurencyjne teorie. W szczególności postulowany mechanizm generowania przypadkowych zmian genetycznych („demon przypadku”) narusza drugą zasadę termodynamiki, prawa fizyki statystycznej i rachunek prawdopodobieństwa.

Ewolucjoniści mają kłopot ze spójnym wyjaśnieniem zgodności mechanizmów genetycznych z drugą zasadą termodynamiki w przypadku pojedynczego organizmu i ekosystemu. Funkcjonowanie pojedynczego organizmu żywego np. wzrost organizmu żywego (patrz dyskusję tego problemu np. wikipedia – strzałka czasu: http://pl.wikipedia.org/wiki/Strzałka_czasu ) pozornie narusza drugą zasadę termodynamiki. Organizm żywy zwiększa samoistnie swoje uporządkowanie (np. rosnące zwierzęta czy rośliny) kosztem rozkładu (zwiększenia chaosu) pożywienia czy substancji zawartych w otoczeniu, czyli pozornie funkcjonuje wbrew drugiej zasadzie termodynamiki wymagającej zwiększenia nieuporządkowanie w wyniku przemian układów fizycznych. W przypadku funkcjonowania pojedynczego organizmu ewolucjoniści zgadzają się z uznaną (i ponad wszelką wątpliwość dowiedzioną na obiektach nieożywionych) teorią fizyczną mówiącą, że trwała transformacja części układu ze stanu chaotycznego do bardziej uporządkowanego (kosztem zwiększenia chaosu w pozostałej części układu) jest możliwa tylko w wyniku działania maszyny (np. skonstruowanego przez człowieka silnika). W myśl uznanej teorii fizycznej, żywy organizm może się rozwijać i komplikować (np. przetwarzać proste pożywienie czy niezorganizowaną energię światła w skomplikowaną strukturę żywego organizmu), ponieważ działa jak „silnik” dzięki istnieniu zawartego w genach „programu genetycznego” sterującego funkcjonowaniem organizmu. Organizm jest tutaj rozumiany jako samo-budująca się i samo-powielająca się maszyna, której „konstrukcja” i działanie są „opisane” w kodzie genetycznym.

Podobnie, jak w przypadku funkcjonowania pojedynczego organizmu, „układ” wielu organizmów (gatunków) tworzy coraz doskonalsze ekosystemy, czyli ulega w wyniku ewolucji trwałej komplikacji. Oznacza to, że układ organizmów (ekosystem) zmniejsza swoje nieuporządkowanie kosztem zwiększenia nieuporządkowania materii nieożywionej. Konsekwentnie stosując dyskutowane powyżej podejście do pojedynczych organizmów, proces ewolucji gatunków (ekosystemu) też powinien, zgodnie z prawami fizyki, wymagać istnienia maszyny funkcjonującej zgodnie z konstrukcją czy projektem. Materialnie funkcje takiej maszyny mogą pełnić żywe gatunki, a projekt to np. mechanizm naturalnej inżynierii genetycznej zawarty w kodzie genetycznym przedstawicieli różnych gatunków (analogicznie jak w przypadku wielokomórkowego organizmu kod genetyczny jest zawarty w każdej komórce). Jednakże ewolucjoniści w przypadku ewolucji gatunków utrzymują, że coraz większa komplikacja ekosystemów zachodzi „samoistnie” i „bezplanowo” w wyniku działania przypadkowych mutacji. Statyczne (długoterminowe) naruszenie drugiej zasady termodynamiki przez stochastyczne procesy (przypadkowe) jest sprzeczne z prawami fizyki statystycznej i kwantowej (patrz wikipedia Ilya Prigogine: http://pl.wikipedia.org/wiki/Ilya_Prigogine ). Wyjaśnienie ewolucjonistów implikuje istnienie tajemniczych i nieznanych jeszcze praw fizyki czy bliżej niezdefiniowanych i nieznanych nauce własności owego „przypadkowego” mechanizmu („demona przypadku”) generującego mutacje genetyczne w sposób sprzeczny z rachunkiem prawdopodobieństwa (patrz powyżej na dyskusję czasu i ilości osobników niezbędnych do wyjaśnienia tempa ewolucji człowieka).

Teoria kreacjonizmu

Kreacjonizm w wersji oryginalnej czy biblijnej, rozumiany jako dosłownie jednorazowe stworzenie wszystkich istniejących i wymarłych gatunków, ma obecnie mało poważnych zwolenników. Wydaje się obecnie, że taki kreacjonizm jest głównie „propagowany” przez zwolenników ewolucjonizmu jako przykład „wstecznej” teorii mającej kontrastować z ich „postępową” teorią ewolucjonizmu. Ponieważ trafiają się czasami faktyczni zwolennicy tej odmiany kreacjonizmu, to omówimy poniżej kilka wątpliwości, które z uwagi na obusieczne implikacje dla teorii kreacjonizmu klasycznego i teorii ewolucjonizmu, nie są podnoszone przez ewolucjonistów. Te wątpliwości dotyczą głównie niezgodnych z obiema teoriami danych ilościowych jak i działania mechanizmu selekcji naturalnej (czy przyczyn wymierania gatunków w przypadku Teorii Kreacjonizmu).

Zgodność z faktami:

Brak zgodności z danymi paleontologicznymi i geologicznymi (to ostatnie dotyczy tylko tak zwanej teorii młodej Ziemi) jest szeroko krytykowany przez ewolucjonistów i nie będzie tutaj poruszany. Ciekawsza jest ilościowa analiza wyjaśnienia przez kreacjonistów braku dowodów jednoczesnego występowania różnych grup gatunków np. ssaków naczelnych i dinozaurów. Kreacjoniści wyjaśniają to minimalnym prawdopodobieństwem zachowania się śladów paleontologicznych (np. kości) z odległych czasów. Słusznie argumentują, że prawdopodobieństwo znalezienia kości dinozaura i obok kości, według kreacjonistów żyjącego w tym samym czasie, ssaka naczelnego np. człowieka, jest równe iloczynowi tych prawdopodobieństw. Według kreacjonistów powyższy iloczyn jest niewyobrażalnie mały i z tego powodu nie znaleziono koincydencji znalezisk dinozaurów i ludzi. Oczywiście takie samo rozumowanie należy rozciągnąć na inne populacje gatunków np. dinozaury i wczesne trylobity czy dinozaury i tajemnicze zwierzęta fauny ediakara. Takie wyjaśnienie budzi jednak spore wątpliwości natury ilościowej. Dla sporej części współczesnych gatunków znamy, co najmniej kilka lub kilkanaście gatunków wymarłych, które ewolucjoniści uważają za formy przejściowe (czyli nie występujące jednocześnie) przodków tych gatunków. Z kolei, według kreacjonistów, te wszystkie gatunki występowały jednocześnie, co implikuje, że w początku było o wiele więcej gatunków niż obecnie. Co więcej, ponieważ prawdopodobieństwo znalezienia śladów kopalnych jest według kreacjonistów niezwykle małe to implikacją jest stwierdzenie, że znaleźliśmy ślady paleontologiczne tylko nielicznych z oryginalnie stworzonych gatunków. W zestawieniu, z co najmniej kilkunastoma znanymi gatunkami wymarłymi przypadającymi na jeden istniejący gatunek, może to wskazywać, że do obecnych czasów dotrwał tylko jeden na kilka lub kilkanaście tysięcy stworzonych gatunków. Gdyby było inaczej, to znajdowalibyśmy często pozostałości gatunków z różnych grup (np. „nałożenia” kości dinozaurów i ludzi). Powstaje pytanie, jak te wszystkie stworzone na początku, gatunki mogły się pomieścić w ograniczonych środowiskach na Ziemi. O ile w niektórych środowiskach wodnych w oceanie jest miejsce na kilkanaście tysięcy razy liczniejsze gatunki (kosztem redukcji populacji gatunków obecnie licznie występujących) to w niektórych środowiskach np. górach czy jaskiniach liczba początkowo wymaganych gatunków może być większa od ilości osobników zdolnych żyć w takim środowisku. Powyżej omówione problemy ilościowe są dosyć podobne, do omówionych uprzednio, kłopotów ewolucjonistów z ilościowym wyjaśnieniem tempa ewolucji.

Spójność teorii:

Raczej niewielka. Brak wyjaśnienia jak gatunki, które przetrwały do obecnych czasów mogły egzystować w warunkach środowiska znacząco różniącego się od obecnych środowisk. Z kolei, jeśli wbrew danym geologicznym, przyjmie się założenie, że środowisko nie ulegało zmianie, to brak wyjaśnienia jak mogły egzystować gatunki tak różne od obecnie występujących. Jest to problem analogiczny, do wspomnianego podczas omawiania spójności teorii ewolucji, problemu braku wyjaśnienia przez tamtą teorię bardzo małej zmienności niektórych grup owadów i pajęczaków na przestrzeni setek milionów lat. Teoria kreacjonizmu również nie oferuje konsekwentnego wyjaśnienia, dlaczego selektywnie wyginęły gatunki „różne” od aktualnie żyjących. Brak wyjaśnienia tego ostatniego problemu jest „zwierciadlanym odbiciem” wspomnianych uprzednio kłopotów teorii ewolucji z wyjaśnieniem zachowania gatunków endemicznych.

Wyjaśnienie znanych faktów:

Prawie żadne, teoria nie wyjaśnia wyników hodowli roślin i zwierząt (podobnie jak Teoria Ewolucji nie pozwala wyjaśnić tempa i zakresu biologicznych zmian uzyskanych w wyniku sztucznej hodowli). Nie pokazuje także, jak gatunki mogły przetrwać w obliczu zdarzających się mutacji genetycznych np. generowanych przez promieniowanie kosmiczne.

Przewidywanie nowych faktów:

Przewidywanie możliwych do przetestowania cech biologicznych jest niewątpliwą zaletą klasycznej teorii kreacjonizmu i w tym aspekcie teoria niezmienności gatunków ma przewagę nad każdą z konkurencyjnych teorii. Niezmienność gatunków jest cechą jasno określoną i możliwą do sprawdzenia, zwłaszcza w świetle szybkiego rozwoju technik badań genetycznych (zakładając, że niezmienność gatunków jest faktycznie założeniem prawdziwym). Paradoksalnie często ewolucjoniści zarzucają teorii kreacjonizmu brak możliwości przetestowania (patrz powyżej omówienie możliwości testowania teorii ewolucji).

Teoria Kreacjonizmu jest jeszcze mniej użyteczna dla hodowców niż Teoria Ewolucjonizmu. Poważne potraktowanie Kreacjonizmu przez hodowców powinno właściwie skutkować zupełnym zniechęceniem do jakiejkolwiek selekcji hodowanych gatunków

Minimalizacja założeń:

Założenie Aktu Stworzenia nie jest ani silniejsze, ani słabsze niż, wymagane przez teorię ewolucji, założenie istnienia, omówionego uprzednio, niezwykłego mechanizmu „przypadkowej” generacji mutacji, mechanizmu naruszającego rachunek prawdopodobieństwa i prawa fizyki („demona przypadku”). Bardziej wątpliwe jest zakładanie nieprawdziwości czy, jak wręcz utrzymują niektórzy zwolennicy kreacjonizmu, kłamliwości dowodów paleontologicznych, genetycznych i geologicznych.

Porównanie teorii ewolucji i klasycznej teorii kreacjonizmu

Jak wspomniano powyżej, klasyczna teoria kreacjonizmu jest traktowana przez ewolucjonistów jako, mający zdyskredytować przeciwników ewolucjonizmu, przykład niewiarygodnej czy wręcz naiwnej pseudonaukowej teorii, która ma kontrastować z „naukową” teorią ewolucjonizmu. Tymczasem z naszego dotychczasowego porównania wynika, że obie omówione powyżej teorie mają porównywalną liczbę wad, niezgodności ze znanymi faktami, sprzeczności z uznanymi teoriami nauk ścisłych i obie nie spełniają prawie żadnych kryteriów teorii naukowej. Podobnie, obie teorie wymagają sporej liczby mało uzasadnionych założeń sprzecznych z „brzytwą Ockhama”. Ten ostatni wniosek z naszych rozważań ostro kontrastuje z „propagandą” ewolucjonistów reklamujących teorię ewolucji jako niewymagającą żadnych założeń (a w szczególności niewymagającą założenia istnienia Boga) i z tego powodu „lepszą” od konkurencyjnych teorii. Tymczasem, jedynym wnioskiem wynikającym z zestawionych powyżej faktów, może być stwierdzenie, że zarówno teoria klasycznego kreacjonizmu, jak i teoria ewolucji oparta na przypadkowym mechanizmie generowania mutacji mają charakter indoktrynacyjnych „bajek” sprzecznych z wiedzą wynikającą z nauk ścisłych. Co więcej, obie teorie nie mają żadnego praktycznego zastosowania i obie są całkowicie bezużyteczne z punktu widzenia hodowli roślin i zwierząt.

Obie teorie mają liczne grono fanatycznych zwolenników popularyzujących mocno naciągane, a często wręcz fałszywe, argumenty na rzecz „swojej” teorii i przeciw konkurencyjnej teorii. O ile każdy ma prawo propagować dowolne poglądy, to nie można jednak usprawiedliwiać stałego ignorowania oczywistych i niepodważalnych faktów w mediach publicznych czy literaturze naukowej, ani pozwalać na rozpowszechnianie jawnych kłamstw za pomocą systemu narodowej edukacji i podręczników szkolnych.

Teoria niezmienności gatunków jest sukcesywnie podważana od około 50 tysięcy lat, czyli od czasu rozpoczęcia hodowli psów. Inne oczywiste fakty to wyprodukowanie zbóż (około 8 tysięcy lat temu), czy rozwój hodowli koni i drzew owocowych w średniowieczu.

W przypadku teorii ewolucji opartej o przypadkowe mutacje, większość poruszonych powyżej zarzutów, była już znana w każdej z faz modyfikowania teorii. W fazie Darwinowskiej, opartej na obserwacjach makroskopowych, znane były zarzuty dotyczące niemożliwości pogodzenia silnej naturalnej selekcji z występowaniem endemicznych gatunków i także były znane, również omówione powyżej, niezgodności ilościowe dotyczące czasu czy wielkości populacji niezbędnej do wyjaśnienia ewolucji (oraz kontrowersje związane ze względną szybkością ewolucji dla różnych gatunków). W fazie neodarwinowskiej, czyli fazie genetycznej zapoczątkowanej odkryciem struktury DNA w 1953 roku, znana była niespójność teorii przypadkowych mutacji z wynikami eksperymentów radiacyjnych. Pomimo tych kluczowych niezgodności z doświadczeniem, teoria ewolucji oparta o przypadkowe mutacje była (i co gorzej dalej jest) propagowana i uczona w szkołach na przestrzeni ponad 150 lat. Od ponad 10 lat rozwój inżynierii genetycznej obalił całkowicie koncepcje przypadkowych mutacji, ale zwolennicy teorii ewolucji usilnie ignorują wyniki badań naukowych (wspomnianych poniżej i omówionych w drugiej części tego artykułu) i upierają się przy przymusowej indoktrynacji młodzieży tą, od początku wadliwą teorią.

Koncepcja „Planu Bożego”

Koncepcja filozoficzna rozwoju wszechświata i życia na Ziemi zgodnie z Planem ustalonym przez Boga, jest niekiedy nazywana koncepcją „inteligentnego projektu”. Koncepcja ta, wywodząca się ze starożytności, została w zasadniczych zrębach sformułowana przez brytyjskiego filozofa Williama Paley-a w XVIII wieku (a więc przed Darwinem). Koncepcję „Planu Bożego” można wyprowadzić z obu omówionych powyżej teorii.

Bazując na teorii ewolucji, koncepcja inteligentnego projektu akceptuje zmienność gatunków, zmienność genomu i istnienie mechanizmu selekcji naturalnej. Koncepcja inteligentnego projektu neguje jednak przypadek, jako jedyny mechanizm generowania mutacji genetycznych zastępując lub uzupełniając przypadkowość działaniem nieznanego, ukierunkowanego mechanizmu modyfikacji genetycznych lub ukierunkowanego przez Stwórcę mechanizmu selekcji. Taki mechanizm może być na przykład zakodowany w kodzie genetycznym, ale może także być wynikiem innych, w szczególności nieznanych nam oddziaływań, a nawet wynikiem ciągłej ingerencji Boskiej. Mechanizm ten został zaprojektowany przez Stwórcę i realizuje Boży Plan ewolucji. Koncepcja inteligentnego projektu zazwyczaj nie neguje istnienia selekcji naturalnej, ale jej rola jest pomocnicza i tylko uzupełniająca w sterowaniu ewolucją.

W przypadku bazowania na teorii kreacjonizmu, koncepcja inteligentnego projektu przedstawia Akt Stworzenia gatunków jako uruchomienie wspomnianego powyżej mechanizmu ukierunkowującego zmiany genetyczne czy selekcję. Jedna z wersji koncepcji Planu Bożego łączy stworzenie świata nieożywionego i ożywionego postulując, że obie ewolucje, czyli ewolucja nieożywionego Wszechświata zapoczątkowana Wielkim Wybuchem i ewolucja życia, są konsekwencją Planu Bożego zakodowanego w dobranych przez Stwórcę relacjach (stosunkach wielkości) fundamentalnych stałych fizycznych (również tych jeszcze przez nas niepoznanych np. dotyczących ciemnej materii czy przestrzeni).

Ponieważ, oba powyższe podejścia prowadzą do identycznie wyglądających koncepcji, które różnią się tylko początkowym sposobem rozumowania zwolenników, to w dalszych rozważaniach nie ma powodu rozróżniać tych odmian koncepcji „inteligentnego projektu”.

Zgodność z faktami:

Z założenia koncepcja „Planu Bożego” jest zgodna z danymi paleontologicznymi i wyjaśnia podobieństwo gatunków ich pokrewieństwem, tak jak teoria ewolucji. Koncepcja inteligentnego projektu unika kłopotów z ilościowym wyjaśnieniem ewolucji postulując istnienie nieznanego, ukierunkowanego mechanizmu sterującego ewolucją (np. generowanie ukierunkowanych zmian genomu w miejsce przypadkowych mutacji). Ukierunkowana ewolucja może zachodzić o wiele szybciej niż ewolucja oparta na naturalnej selekcji przypadkowych mutacji i dlatego w celu wyjaśnienia powstania gatunków nie potrzeba już niezliczonych populacji lub czasów większych od wieku Wszechświata. Dobrym przykładem takiego przyspieszenia (chociaż niekoniecznie bazującego na dokładnie takich samych mechanizmach) jest niezwykle szybkie, w porównaniu do naturalnego tempa ewolucji, powstawanie gatunków czy odmian udomowionych roślin i zwierząt w wyniku celowej działalności człowieka.

Podobnie, w koncepcji „Planu Bożego” nie występuje sprzeczność z drugą zasadą termodynamiki. Rozwój ekosystemu jest sterowany przez genetyczny mechanizm realizujący „inteligentny projekt” i ekosystem może działać jak maszyna zwiększająca komplikację kosztem nieożywionego otoczenia. Brak sprzeczności z obserwacjami jest niewątpliwie wielką zaletą koncepcji Planu Bożego względem teorii omówionych powyżej to jest teorii ewolucji z przypadkowymi mutacjami i teorii czystego kreacjonizmu.

Spójność teorii:

Koncepcja Planu Bożego jest spójna z założenia, ponieważ wszelkie niezgodności mogą być wyjaśnione działaniem mechanizmu sterowanego Planem Bożym. Ponieważ jednak nie znamy Planu Bożego to taką konsystencję trudno uznać za praktyczną zaletę jej koncepcji. Jednakże, samo uniknięcie braku sprzeczności jest niewątpliwą zaletą tej koncepcji w stosunku do teorii omówionych uprzednio.

Wyjaśnienie znanych faktów:

Możliwość wyjaśnienia licznych obserwowanych faktów, których teoria ewolucji nie potrafi wyjaśnić w oparciu o mechanizm naturalnej selekcji, jest największą zaletą koncepcji inteligentnego projektu. Przykładem może być omawiany uprzednio problem przetrwania, przed wytworzeniem cywilizacji, ludzi obdarzonych w wyniku mutacji „dużym mózgiem”. Wcześni ludzie mogli przetrwać, pomimo balastu „dużej głowy” i związanego z tym upośledzenia fizycznego, ponieważ koncepcja inteligentnego projektu nie wymaga, aby mechanizm naturalnej selekcji odgrywał dominującą rolę w sterowaniu ewolucją. W przeciwieństwie do teorii ewolucji z mutacjami generowanymi przypadkowo, poziom czy stopień selekcji może być dowolnie niski i słabo dostosowane gatunki (np. endemiczne) mają szansę przetrwać. Podobnie, wynikające z danych paleontologicznych gwałtowne skokowe zmiany w szybkości ewolucji, lub ich brak w przypadku pewnych gatunków, dają się wyjaśnić działaniem ukierunkowanego mechanizmu. Takie skoki ewolucyjne są sprzeczne z teorią przypadkowych mutacji, gdyż tamta teoria przewiduje stopniowy rozwój gatunków i szybkość ewolucji proporcjonalną do ilości potomstwa i szybkości rozmnażania.

Przewidywanie nowych faktów:

Koncepcja Planu Bożego ma wiele, wspomnianych powyżej, zalet względem opisanych uprzednio teorii i jako koncepcja filozoficzna przemawia do autora niniejszego tekstu. Jednak, należy uczciwie zaznaczyć, że koncepcja inteligentnego projektu (tak zresztą jak i teoria ewolucji) nie spełnia jeszcze kryterium użyteczności i możliwości przetestowania w sensie nauk ścisłych. Ponieważ nie znamy Planu Bożego, to nie możemy na podstawie tej koncepcji, przewidzieć dalszego rozwoju organizmów żywych, w tym człowieka. Właściwym narzędziem badawczym mogą być tylko rozważania teologiczne, a nie badania naukowe.

Może warto w tym miejscu wstawić wyjaśnienie powodu unikania w ścisłych teoriach naukowych rozważania Boga jako bezpośredniej, a nie pośredniej przyczyny sprawczej badanych zjawisk. Wbrew zawoalowanym sugestiom ateistycznych środowisk, unikanie odwołań do Boga w naukach ścisłych nie wynika z bezbożności naukowców ani, tym bardziej, ze sprzeczności nauki z religią. Powodem, są względy praktyczne związane z użytecznością i możliwością przetestowania teorii, a w szczególności niemożliwość dokonania przewidywań bez znajomości Planu Bożego. Jednakże fakt, że sporo zjawisk możemy wyjaśnić odwołując się do ograniczonych założeń i mechanizmu przyczynowo-skutkowego, nie upoważnia nas do wnioskowania, że takie wyjaśnienie jest możliwe dla wszystkich zjawisk, a zwłaszcza zjawiska Stworzenia Wszechświata (patrz twierdzenia Gödla). Wręcz przeciwnie, w wyniku badań naukowych udowodniono, że sporo zjawisk nie sposób wyjaśnić deterministycznie. W leżącej u podstaw współczesnej fizyki mechanice kwantowej zasada nieoznaczoności Heisenberga jasno określa, że istnieją fundamentalnie nieprzewidywalne własności przyrody, a tym samym określa granice naszego poznania w skali mikroskopowej. Z kolei w skali makroskopowej, najbardziej znanym, i łatwo zrozumiałym przykładem fundamentalnej nieprzewidywalności, jest niemożliwość długoterminowego przewidywania zjawisk pogodowych wykazana matematycznie przez Mandelbrot-a (patrz efekt motyla).

Poznane na przełomie wieków mechanizmy naturalnej inżynierii genetycznej (patrz druga część artykułu) są zgodne z koncepcja Planu Bożego i ich poznanie skutkuje możliwością przewidywania, planowania i zgodnej z przewidywaniami implementacji sztucznych zmian genetycznych (patrz dyskusja mechanizmów leżących u podstaw współczesnej inżynierii genetycznej w drugiej części artykułu). Te, czasami szokujące, praktyczne wyniki współczesnej inżynierii genetycznej ostro kontrastują z całkowitą praktyczną bezużytecznością zarówno Teorii Ewolucji jak i Teorii Kreacjonizmu.

Minimalizacja założeń:

Koncepcja Planu Bożego, wbrew „propagandzie” ewolucjonistów, wymaga dużo mniej założeń niż teoria ewolucji oparta o przypadkowo generowane mutacje. Wersja koncepcji inteligentnego projektu łącząca ewolucję wszechświata i żywych organizmów wymaga tylko ustalenia przez Stwórcę wzajemnych relacji stałych fizycznych w momencie Stwarzania Wszechświata. Jest to założenie oczywiście nieudowodnione i jeszcze nie w pełni poparte poznaniem mechanizmu genetycznego implementującego Plan Boży, ale na pewno nie sprzeczne z obserwowanymi prawami fizyki. Należy tutaj ponownie podkreślić, że ewolucjoniści nie potrafią przedstawić mechanizmu ewolucji (ani tym bardziej mechanizmu samoistnego powstania życia) zgodnego ze znanymi od 150 lat obserwacjami, przeprowadzonymi około 50 lat temu badaniami radiacyjnymi czy zgodnego z wynikami badań genetycznych ostatnich 10 lat ( nie wspominając już o naruszaniu fundamentalnych praw fizyki). Inna sprawa to ideologiczna ocena zasadności założenia istnienia Boga. Ateiści mają prawo bardzo nie lubić właśnie tego założenia. Uczciwiej by było, gdyby tak właśnie stawiali sprawę, a nie upierali się przy prawdziwości teorii ewolucji z przypadkowymi mutacjami tylko dlatego, że właśnie ta teoria nie wymaga istnienia Boga. Jednakże, w miejsce Boga, teoria ewolucji wymaga istnienia niezwykłego mechanizmu „przypadkowej” generacji mutacji („demona przypadku”) naruszającego poznane zasady statystyki i prawa fizyczne.

Wyniki badań genetycznych ostatnich 10 lat definitywnie pokazują, że założenie przypadkowych mutacji i sterowania ewolucji przez procesy selekcji naturalnej jest sprzeczne z poznanym mechanizmem genetycznym. Elementy naturalnego mechanizmu genetycznego, stanowiącego podstawę współczesnej inżynierii genetycznej (patrz: James S. Shapiro „Genome Organization and Reorganization in Evolution: Formatting for Computation and Function” dostępna w Internecie: http://shapiro.bsd.uchicago.edu/contextgenome.html ), pokazują znaczny stopień komplikacji procesów modyfikacji genomu w stosunku do mechanistycznego uproszczenia propagowanego od czasu odkrycia struktury DNA. Mechanizm ten będzie omówiony w drugiej części tego artykułu. Poniżej tylko podsumujemy najważniejsze wnioski wynikające z aktualnych badań genetycznych:

  • Zmiany ewolucyjne nie zachodzą w wyniku przypadkowych zmian genów, ale w wyniku aktywnego przeorganizowania przez sam organizm, całych, liczących setki tysięcy genów sekwencji.
  • Przeorganizowanie sekwencji jest wynikiem działania, zapisanego w genomie, identycznego dla wszystkich żywych stworzeń naturalnego mechanizmu inżynierii genetycznej.
  • Działanie naturalnego mechanizmu inżynierii genetycznej przypomina funkcjonowanie komputera i nie opiera się o procesy stochastyczne.
  • Duże przeorganizowania zachodzą gwałtownie, w wyniku aktywowania naturalnego mechanizmu inżynierii genetycznej przez wpływy zewnętrzne.

Jak widzimy, powyżej podsumowane wyniki najnowszych badań genetycznych (cytowane z pracy przeglądowej J.S. Shapiro) są całkowicie sprzeczne z założeniem przypadkowych mutacji i założeniem dominującego wpływu naturalnej selekcji w procesach ewolucyjnych. Nie można, na obecnym etapie badań, jeszcze stwierdzić, że powyżej cytowane, ostatnie badania genetyczne definitywnie dowodzą istnienia ukierunkowanego mechanizmu sterującego ewolucją, jednakże badania te definitywnie obalają rolę przypadku i selekcji naturalnej jako podstawowych mechanizmów ewolucji.

Podsumowanie

Z naszych dotychczasowych rozważań wynika, że obecnie nie istnieje jeszcze żadna teoria wyjaśniająca powstanie i rozwój życia na Ziemi, która spełnia wymagania stawiane ścisłej teorii naukowej. Teoria ewolucji bazująca na przypadku jako mechanizmie generowania zmian genetycznych ma tyle samo wad, niezgodności z faktami i wewnętrznych sprzeczności, co teoria klasycznego kreacjonizmu. Obie nie powinny być nauczane w szkole w innym kontekście, niż pokazanie historycznych i nieaktualnych w świetle obecnej wiedzy teorii rozwoju życia na Ziemi.

Koncepcja Planu Bożego, zwana przez niektórych koncepcją inteligentnego projektu, jest zgodna z faktami, pozbawiona sprzeczności, poparta wynikami ostatnich badań genetycznych i wymaga mniej założeń od teorii ewolucji. Niestety, na obecnym etapie badań genetycznych, koncepcja inteligentnego projektu nie spełnia jeszcze koniecznego dla teorii naukowej kryterium użyteczności i możliwości przetestowania, a więc nie może być udowodniona i musi pozostać koncepcją filozoficzną.

Brak naukowej teorii (w rozumieniu kryteriów obowiązujących w naukach ścisłych) wyjaśniającej rozwój życia na Ziemi jest pesymistycznym wnioskiem wynikającym z powyższych rozważań, poważnie podającym w wątpliwość możliwość przewidzenia dalszego rozwoju gatunków. Problem jest wbrew pozorom istotny i ma charakter nie tylko teoretyczno-filozoficzny. Możliwość przewidzenia ewolucji była by niezwykle cenna z praktycznego punktu widzenia w dwu skrajnych przypadkach – wirusów i bakterii, oraz gatunku ludzkiego. W przypadku wirusów i bakterii, przewidzenie ewolucji prawdopodobnie pozwoliłoby na łatwiejsze i wyprzedzające mutacje projektowanie leków i szczepionek. W przypadku ludzi, możliwe korzyści wynikają z faktu, że nasz genotyp określa nie tylko wolno zachodzące dalsze zmiany fizyczne gatunku ludzkiego (np. wspomniane uprzednio zwiększanie się wzrostu ludzi), ale także określa sposób działania naszego mózgu i prawdopodobnie ma dominujący wpływ na algorytmy myślenia. Te ostatnie, z kolei określają dalszy rozwój zachowań i poglądów ludzkich, a tym samym determinują szybko zachodzący (w skali obserwowalnej podczas życia człowieka) dalszy rozwój cywilizacji i kultury.

Istnieje jednak pewna nadzieja, że w najbliższej przyszłości, w wyniku badań genetycznych i rozwoju inżynierii genetycznej poznamy genetyczny mechanizm realizujący Plan Boży. Podobny przełom nastąpił w XX wieku w wyniku rozwoju fizyki cząstek elementarnych i w wyniku badań astronomicznych. Wyniki tych badań doprowadziły do powstania i udowodnienia niekwestionowanego w naukach ścisłych obrazu Wielkiego Wybuchu pokazującego początkowe chwile po Stworzeniu Wszechświata. Wydaje się, że badania genetyczne ukierunkowane na wyjaśnienie fundamentalnych zagadnień związanych z powstaniem życia i rozwojem gatunków mogłyby się lepiej rozwijać, gdyby przyszli naukowcy nie byli, ze względów czysto ideologicznych, indoktrynowani w szkołach błędną teorią ewolucji opartej na przypadkowo generowanych mutacjach. Takie przyszłe badania genetyczne (patrz: omówienie najnowszych wyników badań genetycznych w drugiej części tego artykułu) powinny w efekcie pozwolić na empiryczne testowane filozoficznej koncepcji Planu Bożego i mogą prowadzić w przyszłości do uznania tej koncepcji za teorię naukową.

Marek Chmielowski Ph.D.

Spójność teorii:

Oparcie teorii ewolucji o przypadkowy mechanizm generowania mutacji nie pozwala wyjaśnić, obserwowanych na podstawie dobrze udokumentowanych danych paleontologicznych, olbrzymich różnic w szybkości ewolucji różnych gatunków. Teoria ewolucji z przypadkowymi mutacjami zupełnie nie potrafi wyjaśnić paradoksu zaobserwowania szybszej ewolucji u mniej licznych gatunków niż u gatunków miliony razy liczniejszych i do tego szybko i często się rozmnażających. Przykładowo, bardzo wolno rozmnażający się, mający nieliczne potomstwo i w przeszłości bardzo nielicznie występujący, gatunek ludzki charakteryzuje się jednocześnie niezwykle szybkim tempem ewolucji (skutkującym powstaniem gatunku znacznie różniącego się od gatunków pokrewnych w czasie około 1 miliona lat). Istnieją jednak gatunki doskonale pasujące do testowania mechanizmu pojedynczych przypadkowych zmian genetycznych np. owady czy skorupiaki planktonowe. Te gatunki mają olbrzymią ilość potomstwa w miocie, dojrzewają płciowo w czasie kilku tygodni, czy wręcz kilku dni, i występują na całej Ziemi w faktycznie olbrzymich ilościach. Zgodnie z postulowanym w Teorii Ewolucji mechanizmem przypadkowych mutacji takie gatunki powinny ewoluować miliony razy szybciej niż np. wspomniane powyżej tygrysy czy ludzie. Jednakże, jest dokładnie odwrotnie, w kawałkach węgla z przed setek milionów lat można znaleźć odciski zwierząt (np. ważek, mrówek, skorpionów) prawie identycznie wyglądających jak owady czy pajęczaki współczesne. Wyjaśnienie ewolucjonistów, że te stworzenia są już „doskonałe” i z tego powodu nie podlegają dalszej selekcji naturalnej, wydaje się, co najmniej wątpliwe w świetle niewątpliwie zachodzących w ciągu ostatnich milionów lat wielu znacznych zmian klimatu i zmian drapieżników (np. w międzyczasie powstały ssaki i ptaki owadożerne).

Istnieje jeszcze wiele innych niezgodności. Niektóre zostały wspomniane poniżej w części omawiającej obserwacje nieznajdujące wyjaśnienia na gruncie teorii ewolucji. Jednakże, fundamentalnie najważniejszy brak konsystencji teorii ewolucji z przypadkowymi mutacjami wynika z wzajemnie sprzecznych wyjaśnień zgodności mechanizmów genetycznych z drugą zasadą termodynamiki w przypadku funkcjonowania pojedynczego żywego organizmu i w przypadku wyjaśniania ewolucji gatunków. Druga zasada termodynamiki jest jedna z ważniejszych zasad fizyki i dotyczy wszystkich obiektów zbudowanych z wielu cząsteczek i w związku z tym podlegających prawom termodynamiki i fizyki statystycznej. W przypadku funkcjonowania pojedynczego żywego organizmu ewolucjoniści zgadzają się, że działanie żywego organizmu zgodnie z drugą zasadą termodynamiki jest możliwe dzięki istnieniu „projektu” genetycznego sterującego rozwojem i funkcjonowaniem żywego organizmu, ale zaprzeczają istnieniu takiego mechanizmu w przypadku rozwoju gatunków. W sprzeczności z podstawowymi prawami fizyki statystycznej, ewolucjoniści postulują, że oparty na przypadku mechanizm generowania mutacji genetycznych sterujący ewolucją „ma moc” naruszania drugiej zasady termodynamiki. To zagadnienie jest dyskutowane poniżej w części omawiającej założenia teorii.

Wyjaśnienie znanych faktów:

Wbrew twierdzeniom ewolucjonistów istnieje sporo bezpośrednio obserwowalnych zmian w populacji, które nie mają znanego wyjaśnienia na gruncie teorii ewolucji. Doskonałym przykładem są zmiany obserwowane na przestrzeni historycznej i prehistorycznej w gatunku ludzkim. Np. szybkie zwiększanie się wzrostu mieszkańców Europy jest najłatwiejszym do zaobserwowania przykładem ewoluowania gatunku ludzkiego. Wystarczy pójść do muzeum i obejrzeć średniowieczne zbroje – są mniej więcej “o głowę” niższe od naszego wzrostu. Średnio nasze dzieci są również zauważalnie wyższe od swoich rodziców (obecne tempo zwiększania wzrostu ludzi w Polsce to 4 do 5 cm na pokolenie). Ekstrapolując dla zabawy obecne tempo zmian możemy spodziewać się, że za około 500 lat średni wzrost ludzi w Europie będzie prawie dwa razy większy niż 500 lat temu. Dla kogoś porównującego kości ludzi, dwukrotna zmiana rozmiarów może wyglądać jak powstanie innego gatunku, tak jak uznaliśmy ludzi z wyspy Flores mających około 1 metr wzrostu za inny gatunek (oczywiście nie tylko na podstawie wzrostu). Z drugiej strony wiemy, że obserwowana zmiana wzrostu nie mogła zacząć się wcześniej niż około 500 do maksymalnie 1000 lat temu. Po prostu ekstrapolacja tempa zmiany wzrostu kilka tysięcy lat wstecz dałaby ludzi o wysokości mierzonej w centymetrach – co jest oczywiście bezsensowne i sprzeczne z rozmiarami kości ludzkich sprzed kilku tysięcy lat.

Jednakże np. 500 lat temu żyło już wiele (w całej Europie, co najmniej kilkanaście milionów) ludzi będących bezpośrednimi przodkami obecnie żyjących w Europie ludzi. Możemy także obliczyć (szacując maksymalną ilość naszych bezpośrednich przodków i uwzględniając ówczesną mała skłonność ludzi do zmiany miejsca zamieszkania), że prawdopodobnie nie jesteśmy bezpośrednio spokrewnieni ze wszystkimi ludźmi żyjącymi pod koniec średniowiecza w Europie (świadczą o tym także drobne, ale łatwo zauważalne, różnice w wyglądzie pomiędzy poszczególnymi narodami Europy). Zmiana stymulująca zwiększenie się wzrostu musiała, zatem wpłynąć na wszystkich (lub prawie wszystkich) naszych przodków, a nie jak chcą zwolennicy teorii ewolucji z przypadkowymi mutacjami, na jednego osobnika, którego potomstwo nie zostało wyeliminowane w wyniku naturalnej selekcji. Co więcej, obserwujemy, że prawie wszystkie nasze dzieci są od nas wyższe, a nie, że mamy po równo wyższe i niższe potomstwo, a to niższe potomstwo jest “eliminowane” w wyniku doboru naturalnego. Również, niekiedy postulowane wyjaśnienie, zwiększania się wzrostu ludzi mechanizmem doboru płciowego wydaje się wątpliwe, gdyż niżsi ludzie nie są mniej skłonni do rozrodu od wysokich i nie obserwujemy żadnej statystycznej korelacji pomiędzy wzrostem rodziców a ilością potomstwa. Obserwujemy jednak ujemną korelację pomiędzy wzrostem rodziców a różnicą wzrostu rodziców i dzieci. Dzieci niskich rodziców (w tym również, gdy oboje rodziców jest niskiego wzrostu) są prawie takiego samego wzrostu jak ich rówieśnicy będący potomkami wysokich rodziców. Obserwowanego zjawiska nie da się wyjaśnić wpływem prostych czynników zewnętrznych, np. zmianą diety, zwłaszcza, że w średniowieczu pewne, uprzywilejowane, grupy społeczne nie miały żadnych ograniczeń w dostępie do różnorodnej żywności.

Wyjaśnienie szybkiego tempa powiększania się wzrostu ludzi przez teorię ewolucji z przypadkowymi mutacjami wymagałoby wskazania uaktywnionego około 500 do 1000 lat temu niezwykle silnego i efektywnego mechanizmu “selekcji naturalnej” ukierunkowanego na powiększanie wzrostu i powiększanie siły osobników. Tymczasem paradoksalnie, to właśnie około 1500 lat temu nastąpił upadek bazującego na fizycznej pracy ludzi systemu niewolniczego, a około 1000 lat temu rozpoczęło się powszechne wykorzystywanie siły zwierząt i maszyn, co zmniejszyło znaczenie siły ludzi, a zwiększyło znaczenie, niezależnej od wzrostu i siły, umiejętności posługiwania się zwierzętami i maszynami.

Powyższy przykład wskazuje na problemy z wyjaśnieniem działania mechanizmu „selekcji naturalnej”, drugiego, po przypadkowości mutacji, podstawowego założenia teorii ewolucji z przypadkowymi mutacjami.

Mechanizm selekcji naturalnej, czyli eliminacja osobników źle przystosowanych do walki o przetrwanie, wydaje się „oczywisty”, logiczny i łatwy do obserwacyjnego potwierdzenia poprzez obserwacje przyrodnicze. Selekcja naturalna niewątpliwie występuje w przyrodzie, wystarczy zaobserwować jak kalekie zwierzęta są „eliminowane” przez drapieżniki. Nie znaczy to jednak, że „selekcja naturalna” pozwala wyjaśnić ewolucję gatunków. W przyrodzie występują zmiany, które na wczesnym etapie nie mogły przynosić żadnego pożytku, a korzyści uwidoczniły się dopiero po skumulowaniu wielu zmian genetycznych. W przypadku takich zmian mechanizm „naturalnej selekcji” nie stymulowałby rozrodu osobników obdarzonych cechami, które mogą być pożyteczne dopiero w wyniku dalszego rozwoju, a wręcz przeciwnie, uniemożliwiałby zrealizowanie „łańcuszka” mutacji, które początkowo nie były by korzystne (patrz zagadnienie” nieredukowalnej złożoności”, zwłaszcza w kontekście, intencjonalnie pominiętego w tym artykule, zagadnienia powstania życia).

Doskonałym kontrprzykładem dla teorii sterowania ewolucji przez mechanizm „naturalnej selekcji” jest rozwój człowieka, a w szczególności powstanie mózgu wielokrotnie większego niż u innych naczelnych. Duży mózg z początku przynosi gatunkowi olbrzymie straty, a korzyści z wolna uwidaczniają się dopiero po dziesiątkach tysięcy pokoleń. Np. poród jest cięższy niż w przypadku gatunków obdarzonych mniejszą głową, a tym samym większa jest śmiertelność wśród rodzących kobiet i dzieci. Rozwój potomstwa jest wolniejszy (prawdopodobnie z powodu trudności w nauczaniu „za mądrego mózgu” prostych czynności). Dzieci ludzkie są bezradne przez okres, co najmniej kilku lat, podczas gdy większość zwierząt osiąga samodzielność w czasie do jednego roku. Tylko te dwie, powyżej opisane, wady „większej głowy” powinny spowodować wyginięcie tak zmutowanego gatunku zanim będzie mógł rozwinąć umiejętności i narzędzia potrzebne do wykorzystania zwiększonego potencjału intelektualnego (faktycznie dane paleontologiczne wskazują, że gatunek ludzki przez większą część swojego rozwoju był na granicy wymarcia). Zneutralizowanie powyższych wad wymagało nabycia przez naszych przodków umiejętności budowy bezpiecznych schronień dla matek z dziećmi, zorganizowania im dostarczania żywności i wytworzenia nawet najprymitywniejszych środków obrony przed drapieżnikami. „Wymyślenie” powyższych umiejętności musiało zająć wiele pokoleń i wymagało równolegle „wymyślenia” sposobu przekazywania wiedzy następnym generacjom – praktycznie w celu zneutralizowania fizycznego upośledzenia gatunku ludzkiego „musieliśmy” wymyślić cywilizacją. Ten proces nie był szybki i „naturalna selekcja” powinna spowodować wyginięcie gatunku ludzkiego zanim zdołał wprowadzić środki zaradcze pod postacią cywilizacji. Założenie (wydaje się, że raczej sprzeczne z danymi paleontologicznymi), że „zwiększanie głowy” zachodziło stopniowo nie wyjaśnia problemu, ponieważ takie założenie implikuje jednocześnie stopniowe narastanie możliwości „wynajdywania cywilizacji” i w efekcie prowadzi do wydłużenia czasu dochodzenia do momentu, w którym cywilizacja skompensuje upośledzenie wynikające z „dużej głowy”.

Podobnie, teoria ewolucji, w której obok przypadku główną rolę sterującą odgrywa mechanizm doboru naturalnego, nie pozwala wyjaśnić występowania gatunków endemicznych, czyli pojedynczych zachowanych przedstawicieli dawno wymarłych grup czy rodzin – np. Opos, pojedynczy gatunek torbacza powszechnie występujący w Ameryce Północnej. Teoria ewolucji nie dostarcza żadnego przekonywającego wyjaśnienia, dlaczego mechanizm doboru naturalnego wyeliminował setki czy tysiące podobnych gatunków, a zostawił (czasami przez setki milionów lat i często występujące w znacznej ilości osobników) pojedyncze gatunki obdarzone dokładnie takimi samymi cechami jak wymarłe gatunki.

Wbrew propagandzie, Teoria Ewolucji nie pozwala wyjaśnić wyników sztucznej hodowli roślin i zwierząt. Z punktu widzenia ewolucjonizmu sztuczna hodowla różni się od doboru naturalnego tylko występowaniem niezwykle silnego mechanizmu ukierunkowanej selekcji (selekcja jest dokonywana przez człowieka) a źródłem zmienności (według Teorii Ewolucji) są w dalszym ciągu przypadkowe mutacje zachodzące dokładnie pod wpływem tych samych czynników i z taką samą częstotliwością jak naturalnie. Niestety, z uwagi na ograniczone tempa mutacji odpornością organizmów przez czynniki kancerogenne (patrz dyskusja tego zagadnienia na początku tej części artykułu) nie jest możliwe w oparciu o sam mechanizmem selekcji wyjaśnienie niezwykle szybkiego powstania nowych odmian roślin i zwierząt w wyniku sztucznej hodowli. Dodatkowo, Teoria Ewolucji nie pokazuje żadnych mechanizmów odpowiedzialnych za powstanie takich cech odmian hodowlanych, które niewystępują wśród gatunków nieudomowionych (dyskusja mechanizmów genetycznych odpowiedzialnych za tempo i wyniki sztucznej hodowli jest zamieszczona w drugiej części tego artykułu).

Warto zaznaczyć, że w wyniku ogłoszenia Teorii Ewolucji przez Darwina nie nastąpił żaden zauważalny przełom (ani nawet małe udoskonalenie) metod hodowlanych. Ogłoszenie Teorii Ewolucji nie miało żadnych praktycznych implikacji dla hodowców i z praktycznego punktu widzenia Darwinowska Teoria Ewolucji jest całkowicie bezużyteczna.

Przewidywanie nowych faktów:

Jak wspomniano powyżej, ewolucjoniści sami podważają użyteczność i możliwość testowania teorii ewolucji argumentem, że zmiany są „za wolne”, aby mogły być obserwowalne. Jednakże, podważenie możliwości obserwacji konsekwencji teorii jest nie tylko niezgodne z faktami przedstawionymi w poprzednim punkcie, ale sprowadza teorię ewolucji z zakresu nauki w dziedzinę czystej ideologii. Jest to kolejny, przykład niekonsekwencji podejścia ewolucjonistów, ponieważ brak przewidywania sprawdzalnych rezultatów jest zarzutem (zresztą nieprawdziwym, patrz poniżej omówienie możliwości testowania teorii kreacjonizmu) dyskwalifikującym według ewolucjonistów teorię kreacjonistów. Cytat z wikipedia – hasło kreacjonizm: „Czy teoria ta (kreacjonizmu) czyni jakieś przewidywania nowych obserwowalnych faktów? Pytanie to rozgranicza teorie naukowe od metafizyki – jeśli teoria nie czyni żadnych przewidywań, nie leży w sferze zainteresowań nauki.”. Zauważmy, że to właśnie teoria ewolucjonizmu nie pozwala przewidzieć jakichkolwiek faktów, które mogą być sprawdzone w czasie życia kilku pokoleń (ściślej biorąc ewolucjoniści nie podali w ogóle żadnych przewidywań dotyczących przyszłych zmian gatunków, które nasi potomkowie mogliby sprawdzić w dalekiej przyszłości), czyli zgodnie z zacytowanym powyżej stanowiskiem ewolucjonistów ich własną teorię powinni sami zaliczyć do metafizyki.

Co więcej, wyniki badań genetycznych ostatnich 15 lat (patrz druga część artykułu) oraz rozwój inżynierii genetycznej, jasno wskazują, że wyłaniający się z tych badań, skomplikowany mechanizm kopiujący DNA jest także odpowiedzialny za modyfikowanie DNA. Mechanizm ten nie pozwala na jakiekolwiek przypadkowe zmiany i sam steruje zmianami genomu zgodnie z wbudowanym schematem czy programem.

Jak wspomniano powyżej, Teoria Ewolucji nie przewidywała niczego co by mogło mieć jakiekolwiek praktyczne implikacji dla hodowli roślin czy zwierząt. Co gorzej dla ewolucjonistów, udoskonalenie teorii w połowie XX wieku polegające na zasugerowaniu genetycznych podstaw Teorii Ewolucji (patrz dyskusja Neodarwinizmu w drugiej część tego artykułu) skutkowało przewidywaniem powstania nowych gatunków w wyniku mutacji punktowych kodu genetycznego indukowanych promieniowaniem jądrowym. Jak wspomniano powyżej, wyniki wielokrotnie powtarzanych doświadczeń radiacyjnych okazały się całkowicie niezgodne z przewidywaniami Neodarwinowskiej wersji Teorii Ewolucji.

Minimalizacja założeń:

Koronnym argumentem ewolucjonistów za oparciem teorii ewolucji o bezcelowy mechanizm przypadkowej generacji mutacji genetycznych jest chęć uniknięcia wprowadzania dodatkowych założeń. Bardziej szczerzy ewolucjoniści otwarcie deklarują, że przypadkowa generacja mutacji ma za zadanie wyjaśnienie powstania życia bez udziału Boga. Jest to podstawowa różnica pomiędzy ewolucjonistami a zwolennikami inteligentnego projektu. Ci ostatni zakładają, że mechanizm generacji mutacji genetycznych jest w jakiś, obecnie jeszcze nieznany, sposób ukierunkowany przez Stwórcę.

Postulowanie istnienia przypadkowego mechanizmu generowania mutacji genetycznych nie może być jednak uznane za brak założeń. Jak wynika z przeprowadzonej powyżej dyskusji ilościowej zgodności teorii ewolucji z obserwowanymi faktami, postulowany przez ewolucjonistów mechanizm generacji przypadkowych mutacji musi być bardzo specyficzny i odbiegający od tego co w naukach ścisłych jest rozumiane przez przypadkowy mechanizm. W sensie nauk ścisłych właściwości owego przypadkowego mechanizmu są właściwie opisem „demona przypadku” obdarzonego niezwykłymi i niespotykanymi w naukach ścisłych cechami. Co gorzej dla ewolucjonistów, przyjęcie przypadkowego mechanizmu generacji mutacji wymaga wprowadzenia do teorii ewolucji znacznie większej ilości i bardziej dyskusyjnych założeń niż, pojedyncza interwencja Boga, wymagana przez konkurencyjne teorie. W szczególności postulowany mechanizm generowania przypadkowych zmian genetycznych („demon przypadku”) narusza drugą zasadę termodynamiki, prawa fizyki statystycznej i rachunek prawdopodobieństwa.

Ewolucjoniści mają kłopot ze spójnym wyjaśnieniem zgodności mechanizmów genetycznych z drugą zasadą termodynamiki w przypadku pojedynczego organizmu i ekosystemu. Funkcjonowanie pojedynczego organizmu żywego np. wzrost organizmu żywego (patrz dyskusję tego problemu np. wikipedia – strzałka czasu: http://pl.wikipedia.org/wiki/Strzałka_czasu ) pozornie narusza drugą zasadę termodynamiki. Organizm żywy zwiększa samoistnie swoje uporządkowanie (np. rosnące zwierzęta czy rośliny) kosztem rozkładu (zwiększenia chaosu) pożywienia czy substancji zawartych w otoczeniu, czyli pozornie funkcjonuje wbrew drugiej zasadzie termodynamiki wymagającej zwiększenia nieuporządkowanie w wyniku przemian układów fizycznych. W przypadku funkcjonowania pojedynczego organizmu ewolucjoniści zgadzają się z uznaną (i ponad wszelką wątpliwość dowiedzioną na obiektach nieożywionych) teorią fizyczną mówiącą, że trwała transformacja części układu ze stanu chaotycznego do bardziej uporządkowanego (kosztem zwiększenia chaosu w pozostałej części układu) jest możliwa tylko w wyniku działania maszyny (np. skonstruowanego przez człowieka silnika). W myśl uznanej teorii fizycznej, żywy organizm może się rozwijać i komplikować (np. przetwarzać proste pożywienie czy niezorganizowaną energię światła w skomplikowaną strukturę żywego organizmu), ponieważ działa jak „silnik” dzięki istnieniu zawartego w genach „programu genetycznego” sterującego funkcjonowaniem organizmu. Organizm jest tutaj rozumiany jako samo-budująca się i samo-powielająca się maszyna, której „konstrukcja” i działanie są „opisane” w kodzie genetycznym.

Podobnie, jak w przypadku funkcjonowania pojedynczego organizmu, „układ” wielu organizmów (gatunków) tworzy coraz doskonalsze ekosystemy, czyli ulega w wyniku ewolucji trwałej komplikacji. Oznacza to, że układ organizmów (ekosystem) zmniejsza swoje nieuporządkowanie kosztem zwiększenia nieuporządkowania materii nieożywionej. Konsekwentnie stosując dyskutowane powyżej podejście do pojedynczych organizmów, proces ewolucji gatunków (ekosystemu) też powinien, zgodnie z prawami fizyki, wymagać istnienia maszyny funkcjonującej zgodnie z konstrukcją czy projektem. Materialnie funkcje takiej maszyny mogą pełnić żywe gatunki, a projekt to np. mechanizm naturalnej inżynierii genetycznej zawarty w kodzie genetycznym przedstawicieli różnych gatunków (analogicznie jak w przypadku wielokomórkowego organizmu kod genetyczny jest zawarty w każdej komórce). Jednakże ewolucjoniści w przypadku ewolucji gatunków utrzymują, że coraz większa komplikacja ekosystemów zachodzi „samoistnie” i „bezplanowo” w wyniku działania przypadkowych mutacji. Statyczne (długoterminowe) naruszenie drugiej zasady termodynamiki przez stochastyczne procesy (przypadkowe) jest sprzeczne z prawami fizyki statystycznej i kwantowej (patrz wikipedia Ilya Prigogine: http://pl.wikipedia.org/wiki/Ilya_Prigogine ). Wyjaśnienie ewolucjonistów implikuje istnienie tajemniczych i nieznanych jeszcze praw fizyki czy bliżej niezdefiniowanych i nieznanych nauce własności owego „przypadkowego” mechanizmu („demona przypadku”) generującego mutacje genetyczne w sposób sprzeczny z rachunkiem prawdopodobieństwa (patrz powyżej na dyskusję czasu i ilości osobników niezbędnych do wyjaśnienia tempa ewolucji człowieka).

Teoria kreacjonizmu

Kreacjonizm w wersji oryginalnej czy biblijnej, rozumiany jako dosłownie jednorazowe stworzenie wszystkich istniejących i wymarłych gatunków, ma obecnie mało poważnych zwolenników. Wydaje się obecnie, że taki kreacjonizm jest głównie „propagowany” przez zwolenników ewolucjonizmu jako przykład „wstecznej” teorii mającej kontrastować z ich „postępową” teorią ewolucjonizmu. Ponieważ trafiają się czasami faktyczni zwolennicy tej odmiany kreacjonizmu, to omówimy poniżej kilka wątpliwości, które z uwagi na obusieczne implikacje dla teorii kreacjonizmu klasycznego i teorii ewolucjonizmu, nie są podnoszone przez ewolucjonistów. Te wątpliwości dotyczą głównie niezgodnych z obiema teoriami danych ilościowych jak i działania mechanizmu selekcji naturalnej (czy przyczyn wymierania gatunków w przypadku Teorii Kreacjonizmu).

Zgodność z faktami:

Brak zgodności z danymi paleontologicznymi i geologicznymi (to ostatnie dotyczy tylko tak zwanej teorii młodej Ziemi) jest szeroko krytykowany przez ewolucjonistów i nie będzie tutaj poruszany. Ciekawsza jest ilościowa analiza wyjaśnienia przez kreacjonistów braku dowodów jednoczesnego występowania różnych grup gatunków np. ssaków naczelnych i dinozaurów. Kreacjoniści wyjaśniają to minimalnym prawdopodobieństwem zachowania się śladów paleontologicznych (np. kości) z odległych czasów. Słusznie argumentują, że prawdopodobieństwo znalezienia kości dinozaura i obok kości, według kreacjonistów żyjącego w tym samym czasie, ssaka naczelnego np. człowieka, jest równe iloczynowi tych prawdopodobieństw. Według kreacjonistów powyższy iloczyn jest niewyobrażalnie mały i z tego powodu nie znaleziono koincydencji znalezisk dinozaurów i ludzi. Oczywiście takie samo rozumowanie należy rozciągnąć na inne populacje gatunków np. dinozaury i wczesne trylobity czy dinozaury i tajemnicze zwierzęta fauny ediakara. Takie wyjaśnienie budzi jednak spore wątpliwości natury ilościowej. Dla sporej części współczesnych gatunków znamy, co najmniej kilka lub kilkanaście gatunków wymarłych, które ewolucjoniści uważają za formy przejściowe (czyli nie występujące jednocześnie) przodków tych gatunków. Z kolei, według kreacjonistów, te wszystkie gatunki występowały jednocześnie, co implikuje, że w początku było o wiele więcej gatunków niż obecnie. Co więcej, ponieważ prawdopodobieństwo znalezienia śladów kopalnych jest według kreacjonistów niezwykle małe to implikacją jest stwierdzenie, że znaleźliśmy ślady paleontologiczne tylko nielicznych z oryginalnie stworzonych gatunków. W zestawieniu, z co najmniej kilkunastoma znanymi gatunkami wymarłymi przypadającymi na jeden istniejący gatunek, może to wskazywać, że do obecnych czasów dotrwał tylko jeden na kilka lub kilkanaście tysięcy stworzonych gatunków. Gdyby było inaczej, to znajdowalibyśmy często pozostałości gatunków z różnych grup (np. „nałożenia” kości dinozaurów i ludzi). Powstaje pytanie, jak te wszystkie stworzone na początku, gatunki mogły się pomieścić w ograniczonych środowiskach na Ziemi. O ile w niektórych środowiskach wodnych w oceanie jest miejsce na kilkanaście tysięcy razy liczniejsze gatunki (kosztem redukcji populacji gatunków obecnie licznie występujących) to w niektórych środowiskach np. górach czy jaskiniach ilość początkowo wymaganych gatunków może być większa od ilości osobników zdolnych żyć w takim środowisku. Powyżej omówione problemy ilościowe są dosyć podobne, do omówionych uprzednio, kłopotów ewolucjonistów z ilościowym wyjaśnieniem tempa ewolucji.

Spójność teorii:

Raczej niewielka. Brak wyjaśnienia jak gatunki, które przetrwały do obecnych czasów mogły egzystować w warunkach środowiska znacząco różniącego się od obecnych środowisk. Z kolei, jeśli wbrew danym geologicznym, przyjmie się założenie, że środowisko nie ulegało zmianie, to brak wyjaśnienia jak mogły egzystować gatunki tak różne od obecnie występujących. Jest to problem analogiczny, do wspomnianego podczas omawiania spójności teorii ewolucji, problemu braku wyjaśnienia przez tamtą teorię bardzo małej zmienności niektórych grup owadów i pajęczaków na przestrzeni setek milionów lat. Teoria kreacjonizmu również nie oferuje konsekwentnego wyjaśnienia, dlaczego selektywnie wyginęły gatunki „różne” od aktualnie żyjących. Brak wyjaśnienia tego ostatniego problemu jest „zwierciadlanym odbiciem” wspomnianych uprzednio kłopotów teorii ewolucji z wyjaśnieniem zachowania gatunków endemicznych.

Wyjaśnienie znanych faktów:

Prawie żadne, teoria nie wyjaśnia wyników hodowli roślin i zwierząt (podobnie jak Teoria Ewolucji nie pozwala wyjaśnić tempa i zakresu biologicznych zmian uzyskanych w wyniku sztucznej hodowli). Nie pokazuje także, jak gatunki mogły przetrwać w obliczu zdarzających się mutacji genetycznych np. generowanych przez promieniowanie kosmiczne.

Przewidywanie nowych faktów:

Przewidywanie możliwych do przetestowania cech biologicznych jest niewątpliwą zaletą klasycznej teorii kreacjonizmu i w tym aspekcie teoria niezmienności gatunków ma przewagę nad każdą z konkurencyjnych teorii. Niezmienność gatunków jest cechą jasno określoną i możliwą do sprawdzenia, zwłaszcza w świetle szybkiego rozwoju technik badań genetycznych (zakładając, że niezmienność gatunków jest faktycznie założeniem prawdziwym). Paradoksalnie często ewolucjoniści zarzucają teorii kreacjonizmu brak możliwości przetestowania (patrz powyżej omówienie możliwości testowania teorii ewolucji).

Teoria Kreacjonizmu jest jeszcze mniej użyteczna dla hodowców niż Teoria Ewolucjonizmu. Poważne potraktowanie Kreacjonizmu przez hodowców powinno właściwie skutkować zupełnym zniechęceniem do jakiejkolwiek selekcji hodowanych gatunków

Minimalizacja założeń:

Założenie Aktu Stworzenia nie jest ani silniejsze, ani słabsze niż, wymagane przez teorię ewolucji, założenie istnienia, omówionego uprzednio, niezwykłego mechanizmu „przypadkowej” generacji mutacji, mechanizmu naruszającego rachunek prawdopodobieństwa i prawa fizyki („demona przypadku”). Bardziej wątpliwe jest zakładanie nieprawdziwości czy, jak wręcz utrzymują niektórzy zwolennicy kreacjonizmu, kłamliwości dowodów paleontologicznych, genetycznych i geologicznych.

Porównanie teorii ewolucji i klasycznej teorii kreacjonizmu

Jak wspomniano powyżej, klasyczna teoria kreacjonizmu jest traktowana przez ewolucjonistów jako, mający zdyskredytować przeciwników ewolucjonizmu, przykład niewiarygodnej czy wręcz naiwnej pseudonaukowej teorii, która ma kontrastować z „naukową” teorią ewolucjonizmu. Tymczasem z naszego dotychczasowego porównania wynika, że obie omówione powyżej teorie mają porównywalną liczbę wad, niezgodności ze znanymi faktami, sprzeczności z uznanymi teoriami nauk ścisłych i obie nie spełniają prawie żadnych kryteriów teorii naukowej. Podobnie, obie teorie wymagają sporej liczby mało uzasadnionych założeń sprzecznych z „brzytwą Ockhama”. Ten ostatni wniosek z naszych rozważań ostro kontrastuje z „propagandą” ewolucjonistów reklamujących teorię ewolucji jako niewymagającą żadnych założeń (a w szczególności niewymagającą założenia istnienia Boga) i z tego powodu „lepszą” od konkurencyjnych teorii. Tymczasem, jedynym wnioskiem wynikającym z zestawionych powyżej faktów, może być stwierdzenie, że zarówno teoria klasycznego kreacjonizmu, jak i teoria ewolucji oparta na przypadkowym mechanizmie generowania mutacji mają charakter indoktrynacyjnych „bajek” sprzecznych z wiedzą wynikającą z nauk ścisłych. Co więcej, obie teorie nie mają żadnego praktycznego zastosowania i obie są całkowicie bezużyteczne z punktu widzenia hodowli roślin i zwierząt.

Obie teorie mają liczne grono fanatycznych zwolenników popularyzujących mocno naciągane, a często wręcz fałszywe, argumenty na rzecz „swojej” teorii i przeciw konkurencyjnej teorii. O ile każdy ma prawo propagować dowolne poglądy, to nie można jednak usprawiedliwiać stałego ignorowania oczywistych i niepodważalnych faktów w mediach publicznych czy literaturze naukowej, ani pozwalać na rozpowszechnianie jawnych kłamstw za pomocą systemu narodowej edukacji i podręczników szkolnych.

Teoria niezmienności gatunków jest sukcesywnie podważana od około 50 tysięcy lat, czyli od czasu rozpoczęcia hodowli psów. Inne oczywiste fakty to wyprodukowanie zbóż (około 8 tysięcy lat temu), czy rozwój hodowli koni i drzew owocowych w średniowieczu.

W przypadku teorii ewolucji opartej o przypadkowe mutacje, większość poruszonych powyżej zarzutów, była już znana w każdej z faz modyfikowania teorii. W fazie Darwinowskiej, opartej na obserwacjach makroskopowych, znane były zarzuty dotyczące niemożliwości pogodzenia silnej naturalnej selekcji z występowaniem endemicznych gatunków i także były znane, również omówione powyżej, niezgodności ilościowe dotyczące czasu czy wielkości populacji niezbędnej do wyjaśnienia ewolucji (oraz kontrowersje związane ze względną szybkością ewolucji dla różnych gatunków). W fazie neodarwinowskiej, czyli fazie genetycznej zapoczątkowanej odkryciem struktury DNA w 1953 roku, znana była niespójność teorii przypadkowych mutacji z wynikami eksperymentów radiacyjnych. Pomimo tych kluczowych niezgodności z doświadczeniem, teoria ewolucji oparta o przypadkowe mutacje była (i co gorzej dalej jest) propagowana i uczona w szkołach na przestrzeni ponad 150 lat. Od ponad 10 lat rozwój inżynierii genetycznej obalił całkowicie koncepcje przypadkowych mutacji, ale zwolennicy teorii ewolucji usilnie ignorują wyniki badań naukowych (wspomnianych poniżej i omówionych w drugiej części tego artykułu) i upierają się przy przymusowej indoktrynacji młodzieży tą, od początku wadliwą teorią.

Koncepcja „Planu Bożego”

Koncepcja filozoficzna rozwoju wszechświata i życia na Ziemi zgodnie z Planem ustalonym przez Boga, jest niekiedy nazywana koncepcją „inteligentnego projektu”. Koncepcja ta, wywodząca się ze starożytności, została w zasadniczych zrębach sformułowana przez brytyjskiego filozofa Williama Paley-a w XVIII wieku (a więc przed Darwinem). Koncepcję „Planu Bożego” można wyprowadzić z obu omówionych powyżej teorii.

Bazując na teorii ewolucji, koncepcja inteligentnego projektu akceptuje zmienność gatunków, zmienność genomu i istnienie mechanizmu selekcji naturalnej. Koncepcja inteligentnego projektu neguje jednak przypadek, jako jedyny mechanizm generowania mutacji genetycznych zastępując lub uzupełniając przypadkowość działaniem nieznanego, ukierunkowanego mechanizmu modyfikacji genetycznych lub ukierunkowanego przez Stwórcę mechanizmu selekcji. Taki mechanizm może być na przykład zakodowany w kodzie genetycznym, ale może także być wynikiem innych, w szczególności nieznanych nam oddziaływań, a nawet wynikiem ciągłej ingerencji Boskiej. Mechanizm ten został zaprojektowany przez Stwórcę i realizuje Boży Plan ewolucji. Koncepcja inteligentnego projektu zazwyczaj nie neguje istnienia selekcji naturalnej, ale jej rola jest pomocnicza i tylko uzupełniająca w sterowaniu ewolucją.

W przypadku bazowania na teorii kreacjonizmu, koncepcja inteligentnego projektu przedstawia Akt Stworzenia gatunków jako uruchomienie wspomnianego powyżej mechanizmu ukierunkowującego zmiany genetyczne czy selekcję. Jedna z wersji koncepcji Planu Bożego łączy stworzenie świata nieożywionego i ożywionego postulując, że obie ewolucje, czyli ewolucja nieożywionego Wszechświata zapoczątkowana Wielkim Wybuchem i ewolucja życia, są konsekwencją Planu Bożego zakodowanego w dobranych przez Stwórcę relacjach (stosunkach wielkości) fundamentalnych stałych fizycznych (również tych jeszcze przez nas niepoznanych np. dotyczących ciemnej materii czy przestrzeni).

Ponieważ, oba powyższe podejścia prowadzą do identycznie wyglądających koncepcji, które różnią się tylko początkowym sposobem rozumowania zwolenników, to w dalszych rozważaniach nie ma powodu rozróżniać tych odmian koncepcji „inteligentnego projektu”.

Zgodność z faktami:

Z założenia koncepcja „Planu Bożego” jest zgodna z danymi paleontologicznymi i wyjaśnia podobieństwo gatunków ich pokrewieństwem, tak jak teoria ewolucji. Koncepcja inteligentnego projektu unika kłopotów z ilościowym wyjaśnieniem ewolucji postulując istnienie nieznanego, ukierunkowanego mechanizmu sterującego ewolucją (np. generowanie ukierunkowanych zmian genomu w miejsce przypadkowych mutacji). Ukierunkowana ewolucja może zachodzić o wiele szybciej niż ewolucja oparta na naturalnej selekcji przypadkowych mutacji i dlatego w celu wyjaśnienia powstania gatunków nie potrzeba już niezliczonych populacji lub czasów większych od wieku Wszechświata. Dobrym przykładem takiego przyspieszenia (chociaż niekoniecznie bazującego na dokładnie takich samych mechanizmach) jest niezwykle szybkie, w porównaniu do naturalnego tempa ewolucji, powstawanie gatunków czy odmian udomowionych roślin i zwierząt w wyniku celowej działalności człowieka.

Podobnie, w koncepcji „Planu Bożego” nie występuje sprzeczność z drugą zasadą termodynamiki. Rozwój ekosystemu jest sterowany przez genetyczny mechanizm realizujący „inteligentny projekt” i ekosystem może działać jak maszyna zwiększająca komplikację kosztem nieożywionego otoczenia. Brak sprzeczności z obserwacjami jest niewątpliwie wielką zaletą koncepcji Planu Bożego względem teorii omówionych powyżej to jest teorii ewolucji z przypadkowymi mutacjami i teorii czystego kreacjonizmu.

Spójność teorii:

Koncepcja Planu Bożego jest spójna z założenia, ponieważ wszelkie niezgodności mogą być wyjaśnione działaniem mechanizmu sterowanego Planem Bożym. Ponieważ jednak nie znamy Planu Bożego to taką konsystencję trudno uznać za praktyczną zaletę jej koncepcji. Jednakże, samo uniknięcie braku sprzeczności jest niewątpliwą zaletą tej koncepcji w stosunku do teorii omówionych uprzednio.

Wyjaśnienie znanych faktów:

Możliwość wyjaśnienia licznych obserwowanych faktów, których teoria ewolucji nie potrafi wyjaśnić w oparciu o mechanizm naturalnej selekcji, jest największą zaletą koncepcji inteligentnego projektu. Przykładem może być omawiany uprzednio problem przetrwania, przed wytworzeniem cywilizacji, ludzi obdarzonych w wyniku mutacji „dużym mózgiem”. Wcześni ludzie mogli przetrwać, pomimo balastu „dużej głowy” i związanego z tym upośledzenia fizycznego, ponieważ koncepcja inteligentnego projektu nie wymaga, aby mechanizm naturalnej selekcji odgrywał dominującą rolę w sterowaniu ewolucją. W przeciwieństwie do teorii ewolucji z mutacjami generowanymi przypadkowo, poziom czy stopień selekcji może być dowolnie niski i słabo dostosowane gatunki (np. endemiczne) mają szansę przetrwać. Podobnie, wynikające z danych paleontologicznych gwałtowne skokowe zmiany w szybkości ewolucji, lub ich brak w przypadku pewnych gatunków, dają się wyjaśnić działaniem ukierunkowanego mechanizmu. Takie skoki ewolucyjne są sprzeczne z teorią przypadkowych mutacji, gdyż tamta teoria przewiduje stopniowy rozwój gatunków i szybkość ewolucji proporcjonalną do ilości potomstwa i szybkości rozmnażania.

Przewidywanie nowych faktów:

Koncepcja Planu Bożego ma wiele, wspomnianych powyżej, zalet względem opisanych uprzednio teorii i jako koncepcja filozoficzna przemawia do autora niniejszego tekstu. Jednak, należy uczciwie zaznaczyć, że koncepcja inteligentnego projektu (tak zresztą jak i teoria ewolucji) nie spełnia jeszcze kryterium użyteczności i możliwości przetestowania w sensie nauk ścisłych. Ponieważ nie znamy Planu Bożego, to nie możemy na podstawie tej koncepcji, przewidzieć dalszego rozwoju organizmów żywych, w tym człowieka. Właściwym narzędziem badawczym mogą być tylko rozważania teologiczne, a nie badania naukowe.

Może warto w tym miejscu wstawić wyjaśnienie powodu unikania w ścisłych teoriach naukowych rozważania Boga jako bezpośredniej, a nie pośredniej przyczyny sprawczej badanych zjawisk. Wbrew zawoalowanym sugestiom ateistycznych środowisk, unikanie odwołań do Boga w naukach ścisłych nie wynika z bezbożności naukowców ani, tym bardziej, ze sprzeczności nauki z religią. Powodem, są względy praktyczne związane z użytecznością i możliwością przetestowania teorii, a w szczególności niemożliwość dokonania przewidywań bez znajomości Planu Bożego. Jednakże fakt, że sporo zjawisk możemy wyjaśnić odwołując się do ograniczonych założeń i mechanizmu przyczynowo-skutkowego, nie upoważnia nas do wnioskowania, że takie wyjaśnienie jest możliwe dla wszystkich zjawisk, a zwłaszcza zjawiska Stworzenia Wszechświata (patrz twierdzenia Gödla). Wręcz przeciwnie, w wyniku badań naukowych udowodniono, że sporo zjawisk nie sposób wyjaśnić deterministycznie. W leżącej u podstaw współczesnej fizyki mechanice kwantowej zasada nieoznaczoności Heisenberga jasno określa, że istnieją fundamentalnie nieprzewidywalne własności przyrody, a tym samym określa granice naszego poznania w skali mikroskopowej. Z kolei w skali makroskopowej, najbardziej znanym, i łatwo zrozumiałym przykładem fundamentalnej nieprzewidywalności, jest niemożliwość długoterminowego przewidywania zjawisk pogodowych wykazana matematycznie przez Mandelbrot-a (patrz efekt motyla).

Poznane na przełomie wieków mechanizmy naturalnej inżynierii genetycznej (patrz druga część artykułu) są zgodne z koncepcja Planu Bożego i ich poznanie skutkuje możliwością przewidywania, planowania i zgodnej z przewidywaniami implementacji sztucznych zmian genetycznych (patrz dyskusja mechanizmów leżących u podstaw współczesnej inżynierii genetycznej w drugiej części artykułu). Te, czasami szokujące, praktyczne wyniki współczesnej inżynierii genetycznej ostro kontrastują z całkowitą praktyczną bezużytecznością zarówno Teorii Ewolucji jak i Teorii Kreacjonizmu.

Minimalizacja założeń:

Koncepcja Planu Bożego, wbrew „propagandzie” ewolucjonistów, wymaga dużo mniej założeń niż teoria ewolucji oparta o przypadkowo generowane mutacje. Wersja koncepcji inteligentnego projektu łącząca ewolucję wszechświata i żywych organizmów wymaga tylko ustalenia przez Stwórcę wzajemnych relacji stałych fizycznych w momencie Stwarzania Wszechświata. Jest to założenie oczywiście nieudowodnione i jeszcze nie w pełni poparte poznaniem mechanizmu genetycznego implementującego Plan Boży, ale na pewno nie sprzeczne z obserwowanymi prawami fizyki. Należy tutaj ponownie podkreślić, że ewolucjoniści nie potrafią przedstawić mechanizmu ewolucji (ani tym bardziej mechanizmu samoistnego powstania życia) zgodnego ze znanymi od 150 lat obserwacjami, przeprowadzonymi około 50 lat temu badaniami radiacyjnymi czy zgodnego z wynikami badań genetycznych ostatnich 10 lat ( nie wspominając już o naruszaniu fundamentalnych praw fizyki). Inna sprawa to ideologiczna ocena zasadności założenia istnienia Boga. Ateiści mają prawo bardzo nie lubić właśnie tego założenia. Uczciwiej by było, gdyby tak właśnie stawiali sprawę, a nie upierali się przy prawdziwości teorii ewolucji z przypadkowymi mutacjami tylko dlatego, że właśnie ta teoria nie wymaga istnienia Boga. Jednakże, w miejsce Boga, teoria ewolucji wymaga istnienia niezwykłego mechanizmu „przypadkowej” generacji mutacji („demona przypadku”) naruszającego poznane zasady statystyki i prawa fizyczne.

Wyniki badań genetycznych ostatnich 10 lat definitywnie pokazują, że założenie przypadkowych mutacji i sterowania ewolucji przez procesy selekcji naturalnej jest sprzeczne z poznanym mechanizmem genetycznym. Elementy naturalnego mechanizmu genetycznego, stanowiącego podstawę współczesnej inżynierii genetycznej (patrz: James S. Shapiro „Genome Organization and Reorganization in Evolution: Formatting for Computation and Function” dostępna w Internecie: http://shapiro.bsd.uchicago.edu/contextgenome.html ), pokazują znaczny stopień komplikacji procesów modyfikacji genomu w stosunku do mechanistycznego uproszczenia propagowanego od czasu odkrycia struktury DNA. Mechanizm ten będzie omówiony w drugiej części tego artykułu. Poniżej tylko podsumujemy najważniejsze wnioski wynikające z aktualnych badań genetycznych:

  • Zmiany ewolucyjne nie zachodzą w wyniku przypadkowych zmian genów, ale w wyniku aktywnego przeorganizowania przez sam organizm, całych, liczących setki tysięcy genów sekwencji.
  • Przeorganizowanie sekwencji jest wynikiem działania, zapisanego w genomie, identycznego dla wszystkich żywych stworzeń naturalnego mechanizmu inżynierii genetycznej.
  • Działanie naturalnego mechanizmu inżynierii genetycznej przypomina funkcjonowanie komputera i nie opiera się o procesy stochastyczne.
  • Duże przeorganizowania zachodzą gwałtownie, w wyniku aktywowania naturalnego mechanizmu inżynierii genetycznej przez wpływy zewnętrzne.

Jak widzimy, powyżej podsumowane wyniki najnowszych badań genetycznych (cytowane z pracy przeglądowej J.S. Shapiro) są całkowicie sprzeczne z założeniem przypadkowych mutacji i założeniem dominującego wpływu naturalnej selekcji w procesach ewolucyjnych. Nie można, na obecnym etapie badań, jeszcze stwierdzić, że powyżej cytowane, ostatnie badania genetyczne definitywnie dowodzą istnienia ukierunkowanego mechanizmu sterującego ewolucją, jednakże badania te definitywnie obalają rolę przypadku i selekcji naturalnej jako podstawowych mechanizmów ewolucji.

Podsumowanie

Z naszych dotychczasowych rozważań wynika, że obecnie nie istnieje jeszcze żadna teoria wyjaśniająca powstanie i rozwój życia na Ziemi, która spełnia wymagania stawiane ścisłej teorii naukowej. Teoria ewolucji bazująca na przypadku jako mechanizmie generowania zmian genetycznych ma tyle samo wad, niezgodności z faktami i wewnętrznych sprzeczności, co teoria klasycznego kreacjonizmu. Obie nie powinny być nauczane w szkole w innym kontekście, niż pokazanie historycznych i nieaktualnych w świetle obecnej wiedzy teorii rozwoju życia na Ziemi.

Koncepcja Planu Bożego, zwana przez niektórych koncepcją inteligentnego projektu, jest zgodna z faktami, pozbawiona sprzeczności, poparta wynikami ostatnich badań genetycznych i wymaga mniej założeń od teorii ewolucji. Niestety, na obecnym etapie badań genetycznych, koncepcja inteligentnego projektu nie spełnia jeszcze koniecznego dla teorii naukowej kryterium użyteczności i możliwości przetestowania, a więc nie może być udowodniona i musi pozostać koncepcją filozoficzną.

Brak naukowej teorii (w rozumieniu kryteriów obowiązujących w naukach ścisłych) wyjaśniającej rozwój życia na Ziemi jest pesymistycznym wnioskiem wynikającym z powyższych rozważań, poważnie podającym w wątpliwość możliwość przewidzenia dalszego rozwoju gatunków. Problem jest wbrew pozorom istotny i ma charakter nie tylko teoretyczno-filozoficzny. Możliwość przewidzenia ewolucji była by niezwykle cenna z praktycznego punktu widzenia w dwu skrajnych przypadkach – wirusów i bakterii, oraz gatunku ludzkiego. W przypadku wirusów i bakterii, przewidzenie ewolucji prawdopodobnie pozwoliłoby na łatwiejsze i wyprzedzające mutacje projektowanie leków i szczepionek. W przypadku ludzi, możliwe korzyści wynikają z faktu, że nasz genotyp określa nie tylko wolno zachodzące dalsze zmiany fizyczne gatunku ludzkiego (np. wspomniane uprzednio zwiększanie się wzrostu ludzi), ale także określa sposób działania naszego mózgu i prawdopodobnie ma dominujący wpływ na algorytmy myślenia. Te ostatnie, z kolei określają dalszy rozwój zachowań i poglądów ludzkich, a tym samym determinują szybko zachodzący (w skali obserwowalnej podczas życia człowieka) dalszy rozwój cywilizacji i kultury.

Istnieje jednak pewna nadzieja, że w najbliższej przyszłości, w wyniku badań genetycznych i rozwoju inżynierii genetycznej poznamy genetyczny mechanizm realizujący Plan Boży. Podobny przełom nastąpił w XX wieku w wyniku rozwoju fizyki cząstek elementarnych i w wyniku badań astronomicznych. Wyniki tych badań doprowadziły do powstania i udowodnienia niekwestionowanego w naukach ścisłych obrazu Wielkiego Wybuchu pokazującego początkowe chwile po Stworzeniu Wszechświata. Wydaje się, że badania genetyczne ukierunkowane na wyjaśnienie fundamentalnych zagadnień związanych z powstaniem życia i rozwojem gatunków mogłyby się lepiej rozwijać, gdyby przyszli naukowcy nie byli, ze względów czysto ideologicznych, indoktrynowani w szkołach błędną teorią ewolucji opartej na przypadkowo generowanych mutacjach. Takie przyszłe badania genetyczne (patrz: omówienie najnowszych wyników badań genetycznych w drugiej części tego artykułu) powinny w efekcie pozwolić na empiryczne testowane filozoficznej koncepcji Planu Bożego i mogą prowadzić w przyszłości do uznania tej koncepcji za teorię naukową.

Marek Chmielowski Ph.D.

Advertisements

Posted on 11 lutego 2010, in Darwinizm/Eugenika. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: