Dziesięć tysięcy Znaków Smoleńsk

To było jeszcze przed Katastrofą, 7 kwietnia. Pamiętam, że zdziwił mnie wyjątkowo poważny ton tekstu posła z Biłgoraja, który mignął mi podczas codziennej prasówki.

Pierwsza część była relacją z 20 lat polskiej transformacji, w drugiej opisywał rządy Platformy językiem propagandzisty Edwarda Gierka. Dziś przypomniała mi się pierwsza z nich, więc musiałam poświęcić prawie cztery złote, żeby archiwum „Wyborczej” zechciało mi wypluć wspomniany artykuł na kilkanaście minut. Wypluło.

„(…) O ile rewolucja Mazowieckiego i Balcerowicza polegała na wprowadzeniu wolnego rynku, demokracji i samorządu, a rewolucja Buzka-Balcerowicza – na liberalizacji przestrzeni społecznej, to rewolucja Tuska sięga w pewnym sensie głębiej – do narodowego mitu i związanych z tym mechanizmów władzy. (…) Najbardziej zasadniczym wymiarem dokonującej się rewolucji jest zastąpienie myślenia symbolicznego w polityce myśleniem w kategoriach praktycznych, „małych” celów. Zastąpienie działania z pozycji autorytetu działaniem z pozycji prawa. Zamiana Kaczyńskich na Komorowskiego i Tuska. W tej zmianie nie chodzi o leczenie polskiej duszy, o wielkie plany bycia mostem między Wschodem a Zachodem. Tu celem jest zbudowanie dróg i autostrad, zbudowanie koalicji klimatycznej, programu Partnerstwa Wschodniego, wprowadzenie zawodowej armii. (…) (…) następuje całkowita wymiana retoryki! Że to jest sama istota dzisiejszej polityki – jej najważniejsze zadanie (…). Innym wymiarem zmiany, która zachodzi, jest wymiana rządzenia na zarządzanie. (…) W przeciwieństwie do myślenia w kategoriach wartości zarządzanie stawia sobie cele nie z porządku dobra i zła, lecz z porządku sprawne i niesprawne, skuteczne i nieskuteczne. (…) Szczególne znaczenie ma w tym kontekście spotkanie Tusk-Putin w Katyniu. Tak długo, jak sprawa mordu katyńskiego nie była politycznie rozstrzygnięta, stanowiła pożywkę dla myślenia symbolicznego o stosunkach polsko-rosyjskich. Gdy więc wreszcie dojdzie do spotkania szefów państw nad grobami polskich oficerów, będzie można przejść do pragmatycznej współpracy bez podejrzeń o zdradę. Tak więc choć spotkanie ma wielkie znaczenie symboliczne, to – paradoksalnie – oznacza koniec symbolicznego wymiaru współpracy między naszymi państwami. (…) na naszych oczach polska polityka stała się inna. To polityka nie symboliczna.”

Poseł z Biłgoraja opisał klarowny polityczny zamysł. Jedno zastanawia: dlaczego 7 kwietnia był tak pewny, że dokona się „zamiana Kaczyńskich na Komorowskiego i Tuska”. I jedno dziwi: że Katastrofa nie spowodowała nawet lekkiego wycofania się z realizacji nowej, nie-symbolicznej polityki. Gdyby brać słowa tekstu za dobra monetę, można by się spodziewać, że jeśli życie aż tak mocno odpowie na przemyślny polityczny plan – myślący człowiek ów plan zrewiduje. A tu nic. Idzie w zaparte. Dlaczego? Po trupach do celu?

* * *Norman Davies, który Polskę i Polaków pokochał i chyba zrozumiał, nagle stracił dla nas dobre serce. W wywiadzie dla „Newsweeka” mówi:

„Przygnębiający spektakl. Pierwszy raz od upadku PRL martwi mnie to, co się dzieje w Polsce. Rok temu na wykładzie w Oksfordzie użyłem dla opisania tych brzydkich zjawisk brzydkiego terminu: sezon wymiotów. Mam wrażenie, że część społeczeństwa nie może już spokojnie trawić zmian, jakie następują po 1989 roku. Jedno z ugrupowań politycznych celowo mobilizuje wszystkich niezadowolonych w kraju i dla własnej korzyści prowokuje kolejne spazmy. (…) Ludzie odreagowują nie tylko katastrofę, ale też radykalne zmiany ustrojowe, które nie wszystkim Polakom wyszły na dobre. Jest duża grupa ludzi, którzy stracili. Nie dali rady, często nie z własnej winy. Czasem psychicznie sobie nie radzili. Łatwo ogarnąć tych wszystkich nieszczęśników, oferując im hasła o układzie czy o targowicach.”

Myślę, że chcąc nie chcąc Davies postawił dobrą diagnozę: „część społeczeństwa nie może już spokojnie trawić zmian, jakie następują po 1989 roku”. Przypuszczam, że i tworzący przemyślne plany rewolucjonizowania polskiej Duszy politycy Platformy mają tego świadomość. Jak na to reagują? Udając, że opór materii – a właściwie Ducha – nie istnieje.

* * *A jak reagujemy my? Ci, którzy nie możemy już spokojnie trawić zmian…

Wielu – jak w stanie wojennym – poszło na emigracje wewnętrzna. Zarabiają pieniądze, żeby mieć na spłatę kredytów i gorzknieją. Inni burzą się na portalach internetowych. Dają się uwieść funkcjonariuszom mediów, którzy każdego ranka zaczynają nową arcyważną debatę nad ostatnim kichnięciem pana posła, pana prezesa, pana prezydenta czy innego pana.

Co o tym myślicie? Napiszcie! Przyślijcie sms pod numer… alert!… Zostańcie naszymi reporterami!… Ach! Och! Piszcie, mówcie, byle dużo, byle bez przerwy. Jak nie ma przerwy, nie można pomyśleć. I o to chodzi.

Zamiast się skupiać na priorytetach – naciskać na wyjaśnienie Katastrofy – ci z nas, którzy nie możemy już spokojnie trawić zmian – doradzamy jednej z niewielu osób, która przy priorytetach trwa, żeby się usunęła, zmieniła, przestała być sobą. Bo jak nie przestanie, to nie będzie skuteczna. A przecież skuteczność jest najważniejsza. Kto tak twierdzi? Ano ten, co się specjalizuje w polityce nie-symbolicznej.

* * *Jeszcze się nie organizujemy. Jeszcze trochę śpimy. Deklarację Obywateli podpisało 441 osób. Deklarację zachwytu dla Henryki Krzywonos na FB – 51 tysięcy.

Psychologowie mówią, że jeśli w dzieciństwie nie respektuje się naszych granic, narzuca siłą wygodne dla kogoś innego działania, nie bierze pod uwagę naszych potrzeb i lekceważy nas, zamiast w mądry sposób rozmawiać i tłumaczyć, co jest możliwe, a co nie – w dorosłości dopada nas syndrom emocjonalnego wykorzystania. Jednym z jego osiowych objawów jest nieustanna niepewność:

„czy to złe, co mi się zdarza – dzieje się naprawdę? Czy na pewno trzeba już zareagować? A może nie? A może jeszcze poczekać? Może ten, który mnie nie rozumie, który dziś, w dorosłości lekceważy i upokarza – zmieni się nagle i niespodziewanie i stanie dobrym człowiekiem? Może nagle zmieni się świat wokół mnie i będzie w nim cudownie, bez tego wszystkiego, co mnie oburza?”

Jeśli takim dzieckiem jest Polak mały – a jest i to od pokoleń, i to nie tylko w wymiarze indywidualnym, ale i zbiorowym – to rozumiem, dlaczego trwamy zawsze tak długo w magmie, która nas oblepia, zanim zdecydujemy się krzyknąć: dość. Ya basta, jak śpiewają teraz młodzi na świecie. Obudzić się z tego letargu! – jak napisał jeden z sygnatariuszy Deklaracji.

* * *„Jestem przekonany, że dokonaliśmy dzisiaj bardzo pożytecznej pracy, która pozwoli zrealizować te wszystkie ustalenia, podjęte przez władze naszych państw” – powiedział w czwartek Minister Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej, Siergiej Ławrow, który zawitał do Polski aby wziąć udział w dorocznej Naradzie Ambasadorów RP. No cóż, został zaproszony.

Czytam znów Jerzego Łojka „Dzieje zdrajcy”. Rzecz o Szczęsnym Potockim, filarze Targowicy. Koniec życia nie do pozazdroszczenia. W wielkim pałacu w Tulczynie, zawsze pełnym gości – oszalał na stare lata. „A kiedy zmarł, przed pogrzebem trumnę ze zwłokami ubranymi w mundur rosyjskiego general-en-chef’a i obwieszonymi najwyższymi orderowymi odznaczeniami rosyjskimi, pozostawiono w przycmentarnej kaplicy. W nocy wdarli się do kościoła jacyś rabusie. Zwlekli z trupa bogaty mundur rosyjski, zerwali odznaczenia, zabrali wszystkie klejnoty. Nagiego trupa pana na Tulczynie porzucili pod ścianą kaplicy. (…) Zhańbiony naprowadzeniem na Ojczyznę wrogiego najazdu, Szczęsny Potocki zszedł do grobu odarty z odznaczeń, którymi nagrodzono go za zdradę Rzeczypospolitej.” To z końcówki książki.

* * *Rozmowa w Salonie24. Pisze Smok Gorynycz:

„Tożsamość narodu w znacznej mierze opiera się na mitach, na historii. Wrogowie narodu starają się więc zawłaszczyć historię: to dlatego w czasie zaborów Niemcy i Rosjanie wprowadzali do podręczników fałszywe historie o polskich dziejach, negując naszą, polską zdolność do tworzenia państwa, praw, kultury. Teraz dzieje się to znowu. I mniejsze znaczenie ma, w czyim interesie Platforma Obywatelska i jej adherenci to robią. Najważniejsze, że ich działania są sprzeczne z polskim interesem narodowym, że uderzają w polską tożsamość. Deprecjonowanie znaczenia wojny 1920 roku przez stawianie pomników bolszewickim najeźdźcom, nazywanie Powstania Warszawskiego i AK-owskiego czynu zbrojnego nieodpowiedzialnością i szaleństwem, wiązanie narodowego zrywu 1980 ze śmiesznymi, marionetkowymi postaciami – to logiczny ciąg działań obecnych władz Polski. Logiczny, bo obliczony na poniżenie narodu, na odebranie narodowi dumy, na przenicowanie pamięci i wzmocnienie kompleksu niższości. Poniżonym narodem rządzi się łatwo, naród z pochyloną ze wstydu głową słucha „mądrzejszych”, „wiedzących lepiej”, naród z amputowaną pamięcią podatniejszy jest na manipulacje. Dlatego szczególną zaciekłość budzi katastrofa smoleńska: bo jest fenomenem, mocnym, bo świeżym i bolesnym, wstrząsem, impulsem popychającym Polaków do bycia razem. A bycie razem to solidarność. A solidarność narodu to klęska tych, którzy chcą narodem manipulować.

Dlatego proszę Was: cała Platformo, Lechu „Bolku” Wałęso, dzielna Henryko, której tramwaj się odważnie zatrzymał z powodu braku prądu, a szczególnie marszałku Borusewiczu, kolego po profesji: weźcie sobie waszą „Solidarność”. My zaś weźmiemy sobie naszą solidarność.

Ja komentuję tak: Smoku, wasza solidarność, nasza solidarność… my i oni… Poniński i Rejtan, Targowica i Bar… Ten nasz mit jest właśnie taki: walczy złe z dobrym, karnawałowe z postnym, kosmopolityczne z lokalnym, ruskie z polskim. Jeśli oddamy im „ich” solidarność a zostawimy sobie „naszą”, nadal będziemy wewnątrz mitu. A jeśli ten mit „przyszedł” do nas po to, żebyśmy go wreszcie przezwyciężyli? Żebyśmy się nauczyli z podziału wyprowadzać jakąś linię wspólną? Co wtedy?”

* * *Ale jak myśleć o wspólnym, kiedy wciąż trzeba się zmagać z kłamstwem? Znów salonowy komentarz – janek 77:

„Lista kłamców smoleńskich:

– przekopano teren katastrofy na metr w głąb – kłamie Kopacz

– przyczyną katastrofy był błąd pilotów – kłamie Sikorski

– piloci zostali zmuszeni do lądowania przez L. Kaczyńskiego – kłamie Wajda i Wałęsa

– współpraca z Rosjanami układa się bardzo dobrze – kłamie B. Klich i Tusk

– do końca maja wyjedzie do Smoleńska ekipa archeologów – kłamie Tusk

– umowa z Rosją z 1993 nie mogła być podstawą śledztwa – kłamie Miller

– śledztwo smoleńskie prowadzone jest wyjątkowo otwarcie – kłamie Tusk

– miejsce katastrofy było właściwie zabezpieczone – kłamie Komorowski

– polscy patomorfolodzy uczestniczyli w sekcjach zwłok ofiar – kłamie Kopacz.”

* * *„10 kwietnia Polacy weszli we władanie mitu” – napisał w Salonie Eine, fizyk.

Czy ta historia ma jakieś dobre zakończenie?

Autor: Anna Mieszczanek
Źródło: Obywatel

Advertisements

Posted on 19 września 2010, in Historia, Społeczeństwo/polityka. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: