Karlenie RP

Już od początku XVIII w. światli publicyści mówili, że Polska nierządem stoi. To znaczy, że i w sejmie, i w rządzie, który tworzył król z senatorami, panował chaos nieopisany, pospolicie zwany anarchią. Oba najwyższe organy władzy nic nie mogły, liczyły się jedynie skrajnie partykularne interesy. A nadto mniej więcej od drugiej połowy XVII w. sejmiki nieraz anulowały uchwały sejmowe. W takim stanie państwo nasze, każde państwo, długo trwać nie mogło.

Pod koniec XVI w. Wawrzyniec Goślicki wydał traktat łaciński „O senatorze doskonałym”. Wyraża tam, wśród innych, przekonanie, w świadomości współczesnego Europejczyka krzycząco oczywiste, że każda władza najwyższa (w jego czasach: królewska) musi służyć tym, którzy ją wybrali i przed nimi odpowiadać. Poglądem biskupa Goślickiego zachwycił się Oliver Cromwell, po swojemu, czyli zbrodniczo, zgodnie z moralnością i mentalnością społeczeństw ówczesnego Zachodu – wysłał króla na szafot. Pomysł naszego szesnastowiecznego publicysty inspirował też twórców konstytucji Stanów Zjednoczonych – tak że podobno powołują się nań expressis verbis. Nierząd I Rzeczypospolitej wynikał więc, można rzec ironicznie, stąd, że władza państwowa służyła, owszem, tym, którzy ją wykreowali, a wyłoniła ją szlachta wyłącznie dla siebie. I każdy jej przedstawiciel swoiście, jak dziecko dosłownie, pojmował koncepcję pańtwowotwórczą Goślickiego: że skoro on tę władzę wyłonił, to ona powinna służyć jemu… I nagle po stuleciach okazało się, że w Trzeciej Rzeczypospolitej rząd kreuje się sam i rządzi sam dla siebie, dla własnych korzyści materialnych. A także profitów propagandowych (piarowskich), gdyż indoktrynacja społeczeństwa daje rządowi pewność, że będzie rządem przynajmniej przez cztery lata, a może jeszcze dłużej. Parlamentarzyści między sobą rozdają urzędy państwowe, lecz nie jak ważne i trudne powinności do spełnienia – a jak synekury. Jakaż inna była Polska przedwojenna. Większość wysokich urzędników państwowych stanowili ludzie spoza sejmu i często spoza partii politycznych. Czuwał nad tym po przewrocie majowym Józef Piłsudski, który zgoła obsesyjnie nie znosił, tak mawiał często, „partyjniactwa”. Jak zatem w dzisiejszej Polsce ma być dobrze, kiedy posłowie, prawie wyłącznie partyjni, są również ministrami i innymi wysokimi dygnitarzami państwowymi. Kto ma kontrolować posła czy senatora ministra? Kolega poseł lub kolega senator? I w samorządach – sami partyjni. Towarzystwo wzajemnej adoracji; co gorsza – wzajemnie wspierające się w dążeniu (niechby było chociaż uczciwe) do bogacenia się. Wypisz, wymaluj magnateria I Rzeczypospolitej, której chciwość niemiarkowana żadnymi rygorami moralnymi doprowadziła tamto państwo do zagłady. Obywatele III Rzeczypospolitej, którzy nie chcą należeć do żadnej partii, bo nie podzielają obiegowych sądów, nie mają żadnego wpływu na rządzenie swym państwem. Mogą jedynie, jak czynią to na przykład uczestnicy tej dyskusji redakcyjnej o współczesnym państwie polskim, zapisywać w niektórych periodykach swe myśli – lecz jedynie dla siebie wzajemnie i własnej, jak mawiał Witkacy, frajdy, gdyż nieprzekonanych nie przekonają do niczego i o niczym. A politycy poglądami obywateli się nie przejmują; zresztą mają na usługi wielu dziennikarzy, którzy za stanowiska, pieniądze, popularność nadadzą w swych publikacjach każdej nikczemności rządowej i każdemu absurdowi rządowemu znamion wartości społecznej. Pierwszym przeto warunkiem uzdrowienia naszego państwa jest rozdzielanie funkcji parlamentarnych od urzędniczych. I przypomnienie czwartej władzy, czyli pracownikom mediów o ich powołaniu: obowiązku k r y t y k o w a n i a rządu, a nie schlebienia mu, bo to opłacalne… Następnym, a może powinien być pierwszym, to wybranie przez nas takich posłów, którzy wyłaniając rząd s p o z a siebie, p o z a p a r l a m e n t a r n y, postawią przed nim zadania permanentnego doskonalenia wszelkich instytucji państwowych. Dążenie do doskonałości, zresztą wszelkiej, nigdy, oczywiście, nie może być spełnione i zakończone, lecz nikt, kto sprawuje funkcje publiczne, nie może się z tych dążności zwolnić. Tymczasem nasz obecny rząd skoncentrowany jest na tym jedynie, żeby werbalnie głośno wyrażać swe istnienie, swe zamierzenia nigdy niespełniane, swą wrogość do opozycji parlamentarnej i obywateli podzielających jej – opozycji – nastawienia polityczne. To scheda po rządach Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Nawet standardy egzystencji materialnej wielu Polaków zaczynają, na razie z wolna, obniżać się do poziomu gierkowskiej PRL, wówczas podobnie hałaśliwej w propagowaniu dobrobytu, którego nie było. Pierwszy sekretarz kazał wypisywać na murach i wiaduktach slogan: „Żeby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”. Zauważmy, jakie to bizantyjsko perfidne – nie „dostatnio”, bo ten przysłówek ma znaczenie konkretne: po prostu dostatnio. Natomiast „dostatniej” może być, na przykład, w niedostatku, dostatniej w zacofaniu gospodarczym, w niewoli sowieckiej… Jak można lubić i szanować państwo z hipertrofią biurokracji, z lekceważeniem naszych potrzeb, z niedorozwojem cywilizacyjnym, z agresywną propagandą rządu, z niewydolnością gospodarczą, z arogancją i indolencją urzędników oraz niskim, kompromitującym nas nawet w oczach społeczności międzynarodowej, poziomie kultury umysłowej i dyplomatycznej najwyższych przedstawicieli?

 

http://www.opcjanaprawo.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=3812:karlenie&catid=203:nr-6114-czerwiec-2011-r&Itemid=8

nr 6/114, czerwiec 2011 r.

Advertisements

Posted on 2 czerwca 2011, in Społeczeństwo/polityka. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: