Sikorskiego hołd przed tronem Zeusa

„Gdy tyle innych i cenniejszych zabytków świata starożytnego zanikło bez śladu, tron Zeusa istnieje. Stanowi cenną ozdobę muzeum, które na jego cześć Pergamońskim się zowie. Muzeum i tron znajdują się w B e r l i n i e…” – pisała Zofia Kossak-Szczucka w eseju przedrukowanym w książce Władysława Bartoszewskiego „Mój Auschwitz”.

 

W Roku Pańskim 1575 rosyjski car Iwan Groźny oświadczył nagle zdumionym bojarom, że porzuca tron i udaje się do pustelni, na swoje miejsce mianując tatarskiego chana. Lud rosyjski i szlachta, który dotychczas przeklinali psychopatycznego samodzierżawcę, mając świeżo w pamięci terror opryczniny, nagle zatęsknili za swoim władcą. Po 11 miesiącach smuty do podmoskiewskiej Pietrowki wyruszyła pielgrzymka. Lud moskiewski padł na kolana – płaczem i lamentami błagał o powrót Iwana na tron. Car łaskawie zgodził się na prośby ludu i wrócił na tron dysponując absolutnym oddaniem prześladowanych przez siebie poddanych. Car rezygnując na chwilę z władzy, w rzeczywistości umocnił ją tysiąckrotnie, a niewolnicza podległość wobec władcy stała się na długie wieki sakralną ideą państwową.

Bizantyjskie Niemcy

Ta historia powtarza się na naszych oczach. Europa trzeszczy w szwach, kolejne kraje zagrożone są bankructwem, a lider najsilniejszego kraju Europy milczy jak sfinks. Przerażenie rośnie do granic obłędu – strefie euro poważne gazety ekonomiczne dają kilka dni do upadku a Bundeskanzlerin – ani słowa. Car milczy trzeba więc pielgrzymki – w tej roli wystąpił właśnie minister Sikorski, który wprawdzie bez ikon i religijnych hymnów, zachował się tak, jak przed wiekami przerażony moskiewski lud. Angela Merkel doskonale rozumie te gesty, wszakże, jak pisał Feliks Koneczny, Niemcy są jednym ze spadkobierców bizantyjskiej tradycji, w której władza cesarza miała sakralny charakter.

Trzeba przyznać, że dzisiejsza dominacja RFN w Europie dalece przewyższa to, co swego czasu osiągnął fuehrer III Rzeszy. 70 lat temu Hitler, by ukorzyć Europę, potrzebował setek dywizji wojska i gigantycznego wysiłku militarnego. Dzisiejsze Niemcy, by odebrać hołd od Europy, jedynie powstrzymują się od działania. Za takie osiągnięcia niemieckie elity z pewnością otrzymałyby pochwały od wielkich teoretyków strategii – Clausewizta, Makiawela i przede wszystkim od wielkiego chińskiego teoretyka wojny z IV w.p.n. e. Sun-Zi, który w swojej „Sztuce wojny” napisał „Osiągnąć sto zwycięstw w stu bitwach nie jest szczytem umiejętności. Szczytem umiejętności jest pokonanie przeciwnika bez walki”.

Niemcy są więc na absolutnym szczycie – Francja, która 20 lat temu łaskawie godziła się na ich zjednoczenie, dziś trzęsie się, żeby międzynarodowe korporacje nie obniżyły jej ratingu. Jak Ludwik XVI mówił o sobie „L’etat c’est Moi”, tak Angela Merkel może dziś powiedzieć „Europa to Ja”. Serce naszego kontynentu, jak to raczył określić polski minister, nie bije już w jakiejś urzędniczej Brukseli, a na Unter den Linden.

„Nic nie dzieje się przypadkiem”

Gdzie leżą źródła takiego niespodziewanego sukcesu Niemiec, które przecież już nigdy nie miały dominować w Europie? Skąd to zwycięstwo nie okupione ani jednym wystrzałem, ani jedną kroplą niemieckiej krwi? Oszałamiające i niezasłużone sukcesy są dla mnie zawsze podejrzane. Czy aby za tym wzrostem potęgi nie stoją jakieś „forces occultes”, czy źródło, z którego Niemcy czerpią swą siłę nie jest czasem zatrute? Angela Merkel, parafrazując Jarosława Kaczyńskiego, nie została wybrana do objęcia nieformalnej godności cesarzowej Europy przypadkiem. Jednak nie sądzę, że to zagadnienie tylko to dla politologów i historyków – tu potrzeba raczej teologów i słynnego watykańskiego egzorcysty, o. Gabriela Amortha.

Na pewien trop wyjaśniający wzrost potęgi Niemiec natrafiłam w książce Władysława Bartoszewskiego „Mój Auschwitz” (Znak, 2010). Wprawdzie ksiązka odnosi się do tego, co stało się z Niemcami ponad 70 lat temu, jednak wszystko wskazuje na to, że mimo upadku III Rzeszy, główna przyczyna „niemieckiego problemu” nie zniknęła. Bartoszewski w swojej książce przedrukowuje jedną z broszur autorstwa Zofii Kossak-Szczuckiej poświęconej niemieckim obozom koncentracyjnym. W podrozdziale opatrzonym wymownym tytułem „Nic nie dzieje się przypadkiem” pisarka stwierdza:

„Tysiąc osiemset dziewięćdziesiąt sześć lat temu św. Jan Ewangelista, umiłowany uczeń Chrystusa, zesłany za wiarę do ciężkich robót w kamieniołomach, położonych na wysepce Patmos, pisał księgi objawienia, nazwane Apokalipsą. Światu cesarzował wówczas Domicjan, a potęga państwa rzymskiego zdawała się sięgać gwiazd. Ludzkość dzieliła się na dwie nierówne części: obywateli rzymskich, którym wszystko wolno, dla których nie istniało żadne prawo ni ograniczenie i nie-obywateli rzymskich, dla których również nie istniało żadne prawo, żadna możliwość ochrony. Stanowili mierzwę, gnój potrzebny dla rozkwitu klasy panującej. Ten układ z dawna trwający zdawał się być nienaruszalny.

Ale wzrok starca pracującego w kamieniołomach widział dalej. Widział nie tylko upadek kolosa rzymskiego, lecz upadek, wszystkich podobnych mu mocarstw, na nienawiści i pysze opartych, mających być przez Bestię zrodzonymi w ciągu wieków. I dłonią osłabłą ze starości, lecz pewną, pisał pouczenia dla podległych mu kościołów:

Jam jest Alfą i Omegą. Początek i koniec, mówi Pan, Bóg, który jest i który był, i który przyjdzie wszechmogący…

Ja, Jan, brat wasz i uczestnik w ucisku, usłyszałem głos wielki jakoby trąby, mówiący co widzisz napisz w księdze i poślij siedmiu kościołom, które są w Azji: Efezowi, i Smyrnie, Pergamonowi i Tiarze i Sardom i Fildelfii i Laodycei.

Do Efezu napisz: Znam sprawy twoje, pracę i cierpliwość twoją, i że nie możesz ścierpieć złych

Do Smyrny: Nic się nie bój tego co masz ścierpieć Do Tiary Znam wiarę i miłość twoją i twoje uczynki ostatnie…

Do Sardes: Znam uczynki twoje, iż masz imię, lecz jesteś umarły

Do Pergamo: Tam gdzie mieszkasz stoi tron, stolica szatana, przecież nie zaparłeś się wiary mojej

To tron Zeusa, arcydzieło sztuki starożytnej, znajdujący się w Pergamo, słynnym z wyuzdanych misteriów ku czci Asklepiosa, wyobrażonego pod postacią węża, nazywa Ewangelista stolicą Szatana. Obecność ośrodków kultu pogańskich bożków sprawiła, że kościół w Pergamo obowiązany był do większej czujności i gorliwości.

Ten tron Zeusa nie zaginął. Nie uległ zniszczeniu , nie rozsypał się w proch, nie został rozbity, nie skradli go rabusie, nie zmiażdżyły go koleje wieków. Gdy tyle innych i cenniejszych zabytków świata starożytnego zanikło bez śladu, tron Zeusa istnieje. Stanowi cenną ozdobę muzeum, które na jego cześć Pergamońskim się zowie. Muzeum i tron znajdują się w B e r l i n i e….”

Czarna msza Hitlera

O dziwo ołtarz , gdzieś w podziemiach dworca ZOO, przetrwał również liczne bombardowania i szturm Berlina. Po zajęciu miasta przez Sowietów został przewieziony do ich strefy okupacyjnej, skąd w częściach pociągami wywieziono go do Leningradu.

Ołtarz zwrócił Niemcom dopiero Chruszczow w 1958 roku na fali ocieplenia stosunków z Zachodem. Jednak przez kilka lat, i to w czasie, gdy Sowieci wystrzelili w kosmos pierwszego satelitę oraz zbudowali bombę wodorową, ołtarz tam był.

Grecka budowla, rekonstruowana pieczołowiecie od 1911 do 1930 roku, była natchnieniem dla Hitlera. To dlatego właśnie, opierając się na jego założeniach architektonicznych, Albert Speer zbudował słynną Zeppelintribune na stadionie w Norymberdze. Tam, gdzie w oryginale wznosił się „szatański tron”, znajdowała się trybuna fuehrera. To na niej przemawiał niemiecki wódz 8 września 1936 roku podczas słynnego Parteitagu.

Tysiące wyznawców oddawały hołd maleńkiej postaci wodza Niemiec przemawiającego z kopii „tronu Szatana”. W tyle niebo rozświetlały kolumny światła utworzone z kilkudziesięciu reflektorów przeciwlotniczych. Czy ta „katedra światła” – była w rzeczywistości katedrą Lucyfera?

Cóż, Hitler miał zażądać, żeby finałowa uroczystość w Norymberdze była „celebrowana” dokładnie tak jak katolicka Msza. Innymi słowy, wódz III Rzeszy odprawił po prostu czarną mszę na kopii „ołtarza szatana”. W tym kontekście nowej mocy dla mnie nabrały słowa Benedykta XVI , który mówił w Auschwitz, że naziści usiłując unicestwić naród żydowski „w rzeczywistości zamierzali zabić Boga”.

Turcja a Niemcy. Dwie drogi do wielkości

Pierwsze fragmenty ołtarza trafiły na niemiecką ziemię w 1871 roku, potem przekupny turecki sułtan sprzedał do Berlina wszystkie elementy. Idąc tropem Szczuckiej, nie przypadkiem, gdy zabytek trafił na niemiecką ziemię, imperializm niemiecki zaczął krzepnąć – zagrażając europejskiemu ładowi. A Cesarz Wilhelm II człowiek marnego intelektu, coraz częściej używać swoich dywizji i armat Kruppa, jako ostatecznego argumentu. Potem przyszły dwie wojny światowe, zniszczenie niemieckiej pychy i upadek imperializmu.

Ciekawe, że niedługo po tym, gdy Turcja pozbyła się zabytku, zaczęło się jej odrodzenie. Turcy odwrotnie niż Niemcy porzucili swoje imperialne skłonności, skupiając się przede wszystkim na doskonaleniu siebie i swojego państwa. I dziś szczególnie widać efekty tej ciężkiej pracy. Może jednak opłacało się pozbyć się ołtarza Zeusa?

Na wyspie muzeów w Berlinie nadal do surowego, totalitarnego w swej architekturze budynku stoi niekończąca się kolejka zwiedzających. W pobliżu wybudowano ogromne budynki nowej kancelarii Republiki Federalnej, na szczycie odnowionego Reichstagu powiewają cztery czarno-czerwono-złote flagi wielkości boiska. Niemcy znowu chcą stać się wybranym europejskim narodem, który będzie dyktować swoje prawa, choć ciągle temu oficjalnie zaprzeczają. Czy to „tron Szatana” znowu rozsiewa swoje trujące miazmaty? Czy pewnego dnia zasiądzie na nim książę ciemności? Czy profesor Bartoszewski chciał nas przed czymś ostrzec?

 

Maria Niebowska

 

Fot.: rekonstrukcja Wielkiego Ołtarza Zeusa, Muzeum Pergamońskie w Berlinie, musicweb-international.com

Advertisements

Posted on 11 grudnia 2011, in Historia, Okultyzm. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: