Rostowskiemu w odpowiedzi – Kryzys UE którego nikt nie przewidział..

W ostatnich tygodniach w Polsce mogliśmy obserwować lobbing wykonany przez naszych mężów stanu w celu oddania resztki suwerenności w ręce grupy biurokratów zlokalizowanych w Brukseli. Mogliśmy usłyszeć m. in., że nikt nie przewidział takiego kryzysu, czy upadku Grecji i Włoch. Jakim trzeba być ignorantem, by wierzyć w to, że państwo będzie obsługiwać dług publiczny sięgający 160% całej gospodarki i przez to nie upadnie?

Nikt nie przewidział upadku UE?

Strefa wolnego handlu w Europie miała dać wreszcie pokój. Powiązanie wspólnymi interesami gospodarczymi Niemiec, Francji, Włoch i docelowo Wielkiej Brytanii oraz Hiszpanii mogło zakończyć setki lat wojen przeplatanych chwilowymi pokojami. Szybko okazało się, że na słusznym pomyśle zaczęła rosnąć tkanka urzędnicza, psująca wszystko co było w nim dobre. Dziś Unia Europejska to przede wszystkim tysiąc dyrektyw rocznie obejmujących swoim działaniem pół miliarda ludzi. To garstka ludzi (komisarze) nie wybranych w demokratycznych wyborach, mająca w swoim ręku zarówno władze ustawodawczą, wykonawczą jak i sądowniczą. Jeszcze nigdy w Europie tak niewielu nie mogło tak wiele. Jeżeli trzeba to doprowadzą do powtórki referendum (jak w Irlandii) lub ponownego głosowania korzystnej dla siebie ustawy w narodowym parlamencie (październik tego roku w Słowacji) w trybie trzydniowym.

Jest to twór na wskroś totalitarny z niemalże dyktatorską władzą. Szczęśliwie jego upadek jest bliski, co widać po rosnącej skali zadłużenia (wzrost o 75% w ciągu zaledwie 10 lat dla krajów strefy euro). Twierdzenie, że nikt nie przewidział tego upadku (jak w zaprzyjaźnionych mediach opowiada polski Minister Finansów Jan Vincent-Rostowski) jest co najmniej zabawne. Pomijając fakt, że na łamach „NCz!” trudno znaleźć autora, który przewidywałby dalsze trwanie Unii Europejskiej (różnica polega na wyznaczeniu daty ostatecznego załamania), to był jeden człowiek, który ten upadek opisał już w 1943 roku. To najbardziej wolnorynkowy zdobywca ekonomicznej Nagrody Nobla – Fryderyk von Hayek.

UE jako droga do zniewolenia

W latach 1940-1943 (a więc w latach wojennych) Hayek pisał w Londynie swoje najbardziej znane dzieło, wydane w 1944 r., „Droga do zniewolenia”. Już sama dedykacja – „Socjalistom wszystkich partii” pokazuje w kogo chciał w niej uderzyć. Była odpowiedzią na coraz bardziej popularne idee walki etatystów z wolnym rynkiem pod płaszczykiem rozrastającego się państwa. Pokazywał, że narodowy socjalizm nie różni się zarówno w formie jak i treści za bardzo od komunizmu. Źródło rządy Stalina jak i Hitlera mają to samo – chęć planowania.

Książka odniosła niebywały sukces. Do dziś sprzedała się w ponad 2 milionach egzemplarzy na całym świecie. W ciągu pierwszych dwóch lat rozeszło się około 600 tysięcy, co na książkę o tematyce polityczno-ekonomicznej należy uznać za wyczyn na skalę światową. W 1945 roku została wydana broszurka z ilustracjami i głównymi tezami (coś na kształt komiksu). Z ciekawostek należy dodać, że w czerwcu 2010 roku książka znajdowała się na pierwszym miejscu list sprzedaży największej amerykańskiej księgarni Amazon.com (66 lat po swoim pierwszym wydaniu). Amerykański „National Review” uznał ją za czwartą najważniejszą niebeletrystyczną książkę XX wieku. W Polsce ze spuścizny Hayeka korzysta głównie środowisko konserwatywno-liberalne. Hasło Unii Polityki Realnej – „Wolność, Własność, Sprawiedliwość” pochodzi w tej formie właśnie od Hayeka, który w tych trzech wartościach widział podstawę dla zdrowego systemu politycznego. Pomijając jednak główne tezy książki (czyli w skrócie – dlaczego socjalizm zawsze prowadzi do totalitaryzmu), z którymi każdy wolnorynkowiec powinien się zapoznać, warto zwrócić uwagę na ostatni rozdział książki – „Perspektywy ładu międzynarodowego”, w których Austriak kreśli możliwości rozwoju powojennego świata w Europie.

Zaczyna od stwierdzenia, że po wojnie musi być więcej wolności w handlu europejskim, tak by każdy Europejczyk miał możliwość wzbogacenia się. Państwo powinno wycofać się z gospodarki, gdyż swoimi decyzjami politycznymi prowadzi do napięć pomiędzy poszczególnymi ludźmi, którzy mogliby wspólnie pracować nad zwiększeniem dobrobytu. Obawia się jednak powstania ponadnarodowej instytucji, która miałaby odpowiadać za planowanie gospodarcze w skali ponadnarodowej.

„Problemy, jakie powstają w związku z planowym kierowaniem sprawami gospodarczymi w skali narodowej, nieuchronnie przyjmują jeszcze znaczniejsze rozmiary wówczas, gdy tego samego próbuje się na skalę międzynarodową. Konflikt pomiędzy planowaniem, a wolnością może tylko stać się poważniejszy, w miarę jak zmniejsza się podobieństwo standardów i wartości pomiędzy tymi, którzy podporządkowani są jednemu planowi.”

Hayek dalej stwierdza, że planowanie na skalę ogólnoeuropejską musi doprowadzić do narodowych konfliktów.

„Ale wystarczy uzmysłowić sobie problemy, jakie rodzi planowanie gospodarcze, nawet na takim obszarze jak Europa Zachodnia, by zrozumieć, iż tego rodzaju przedsięwzięciu całkowicie brak podstaw moralnych. Któż jest w stanie wyobrazić sobie, że istnieją jakieś wspólne ideały sprawiedliwości dystrybutywnej, które sprawią, że norweski rybak wyrzecze się nadziei na polepszenie swej sytuacji ekonomicznej po to, by pomóc swemu portugalskiemu koledze, czy tez duński robotnik zapłaci więcej za swój rower, aby wspomóc mechanika z Coventry, albo że chłop francuski będzie płacił wyższe podatki, by wesprzeć uprzemysłowienie Włoch?”

Na tak postawione pytanie można dziś odpowiedzieć, że taki premier trzydziestoośmiomilionowego kraju wierzy w to, że pracownik w tym państwie może pracować do 67 roku życia po to, by pracownik jednego z cieplejszych krajów europejskich mógł cieszyć się czterokrotnie wyższą emeryturą już od sześćdziesiątego roku życia. I ten premier wierzy w to, że tacy pracownicy zrzucą się po 30 miliardów rocznie na ten cel. Dla podobnych premierów i komisarzy Hayek daje odpowiedź.

„Kto wyobraża sobie, jakoby życie gospodarcze rozległego regionu, obejmującego wiele różnych narodów, mogło być kierowane lub planowane za pomocą demokratycznych procedur, zdradza tym samym kompletny brak świadomości problemów, jakie wiązałyby się z takim planowaniem.”

Z tego też powodu cały projekt Unii Europejskiej nie jest zasadzony na demokratycznych regułach. Władza tego tworu (Komisja Europejska) nie jest wybierana w powszechnych wyborach, a i samo powołanie Unii nie odbyło się przy pomocy legitymizacji demokratycznej (brak referendów nad Traktatem Lizbońskim w większości państw, powtórzenie niekorzystnego referendum w Irlandii). Dalsze trwanie Unii Europejskiej będzie oznaczało jeszcze mniej demokracji, ponieważ ludzie nie chcą takiego potwora kontrolującego każdą dziedzinę życia. Hayek dalej zauważa, że taki twór międzynarodowy pod przewodnictwem Niemiec będzie prowadził nie do powstania zrzeszenia wolnych państw, ale kontrolowanej gospodarki wielkich regionów. Dziś w Unii Europejskiej kładzie się właśnie nacisk na regiony, czego wyrazem jest prowadzenie odrębnej polityki regionalnej. Wynikiem tego ma być większa wspólnota interesów mieszkańców Pomorza ze Szwedami (region Morza Bałtyckiego) niż Pomorzan ze Ślązakami. A ostatecznym wynikiem ma być powołanie federacji (o co prosił minister Sikorski) pod przewodnictwem Berlina.

Hayek pisze, że taki twór będzie musiał używać siły do pogodzenia rozbieżnych interesów gospodarczych. Być może będzie mogła to zapewnić armia europejska, o której powołanie walczy między innymi Jarosław Kaczyński. Wbrew pozorom Hayek nie widzi nic złego w Unii Federalnej, pod warunkiem, że jedynym jej celem będzie zapewnienie bezpieczeństwa w Europie (pamiętajmy, że pisał to w 1943 roku) i nic więcej. Za najgorsze rozwiązanie uważa rząd międzynarodowy odpowiedzialny za sprawy gospodarcze. Dlatego, jeżeli Hayek dopuszczał istnienie federacji to odpowiedzialnej tylko i aż za pokój w Europie. Tymczasem minister Sikorski zaproponował istnienie federacji odpowiedzialnej przede wszystkim za gospodarkę (w odpowiedzi na kryzys).

Dalsze pogłębianie integracji europejskiej tak naprawdę prowadzi do coraz szybszego szykowanego wariantu siłowego, w którym armia europejska będzie musiała interweniować, by polski emeryt zrzekł się swojej emerytury na rzecz Greka czy Włocha. Wyrzeczenia, które profesor Hayek określił jako niemożliwe, stają się powoli faktem. Powoli Unia Europejska zamienia się w twór wyciągający z kieszeni biedaków pieniądze do kieszeni bogaczy. Jeżeli wchodząc do niej godziliśmy się na redystrybucję dochodu, naiwnie przekonani że to Niemiec z Francuzem i Włochem będzie finansował nasze emerytury, to musimy godzić się również na redystrybucję z Polski za granicę. I nawet jeśli spełni się Tuskowa obietnica o 300 miliardach złotych, to nie wiemy ile będziemy musieli zapłacić, żeby te 300 miliardów otrzymać. Jednak zgodnie z tezami Hayeka, Unia Europejska w dzisiejszym kształcie jest nie do utrzymania. I twierdzenie, że nikt tego nie przewidział jest przeczeniem podstawowym faktom. O ile za „nikogo” mogą sobie uchodzić w Polsce środowiska wolnorynkowe, o tyle głosu Noblisty, jednego z największym ekonomistów XX wieku, nie powinno się lekceważyć. Tym bardziej, że to Hayekowi przypisuje się stwierdzenie o potrzebie istnienia Europy, w której istnieje wolny przepływ towarów, kapitału i ludzi (w eseju z 1939 roku), więc nie można go oskarżyć o antyeuropejskość…

http://nczas.home.pl/wazne/upadek-ue-wg-hayeka/

Reklamy

Posted on 6 stycznia 2012, in Bankowość/finanse. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: